Sandy Streets of New York – kilka dni później…

Z nowojorskim maratonem nie powinno być problemu – uczestnicy zapewne przybędą biegiem! – napisałam kilka dni temu. Myliłam się.

Maraton, tuż przed startem, został odwołany. Jak przeczytałam na stronie http://www.ingnycmarathon.org/ – pomoc ofiarom Sandy jest obecnie priorytetem i nic nie może odciągać uwagi od tego zadania.

Nowy Jork wciąż nie pozbierał się po huraganie. Tak wygląda obecnie mapa metra.

hurricane_recovery_map_bw_Nov3_am_0

Blade” linie to te, które na razie nie kursują. Część tuneli została zalana, a uszkodzenia instalacji elektrycznych na dolnym Manhattanie uniemożliwiają normalną pracę metra. Testujemy więc swoją cierpliwość w miejskich autobusach, które przez kilka ostatnich dni były bezpłatne (taki bonus od MTA).

Okazuje się jednak, że z powodu utrudnień komunikacyjnych Nowy Jork wprowadził jeszcze inne regulacje. Wczoraj szłam sobie spokojnie na spacer w okolicy Willamsburg Bridge (Brooklyn), gdy zawołał mnie policjant kierujący ruchem.

  • Are you going to Manhattan? – zapytał. (- Czy idziesz na Manhattan?)
  • No – odparłam zgodnie z prawdą. (- Nie.)
  • Come on! Help this guy get out! – powiedział policjant i wskazał na mężczyznę siedzącego w aucie stojącym na poboczu. (- Chodź! Pomóż temu facetowi się stąd wydostać!). Mogłam się tylko domyślać, że samochody z jedną osobą wewnątrz nie są wpuszczane na Manhattan.

Dziś wybraliśmy się na Manhattan – wysiedliśmy z autobusu w okolicy Willamsburg Bridge, ale nawet nie doszliśmy do mostu. Już po chwili zatrzymał się obok nas samochód, z którego wyjrzał latynoski jegomość i zawołał:

  • You guys are going to Manhattan? (- Idziecie na Manhattan?)
  • Yes… (- Tak…)
  • Get in! Get in! (- Wsiadajcie! Wsiadajcie!)

Niewiele myśląc (nie było na to czasu – samochód przystanął na poboczu ruchliwej drogi) wskoczyliśmy do auta. Gdy ruszaliśmy, kątem oka dostrzegłam inne samochody, zasadzające się na pieszych przy poboczu – wyglądało to jak osobliwa łapanka.

Spojrzeliśmy na naszego „wybawiciela” (gdyby nas nie zabrał, czekałby nas kilkugodzinny spacer) – był to sympatyczny pan po czterdziestce. Obok siedziała jego żona, a z tyłu, z nami – młody chłopak.

  • So… you can’t go in Manhattan, if the car is not full? – zapytałam. (- Więc… nie można wjechać na Manhattan, jeżeli wszystkie miejsca w samochodzie nie są zajęte?)
  • No, you have to have at least 3 or 4 people in the car, to get into Manhattan. It’s because they are trying to recover the communication system in the city. Where are you guys going? (- Nie, w samochodzie muszą być co najmniej 3 albo 4 osoby, żeby został wpuszczony na Manhattan. Miasto próbuje w ten sposób usprawnić komunikację. Dokąd się wybieracie?
  • Bryant Park.
  • You must be jokking! That’s exactly where we are going! (- Chyba żartujecie! My też tam jedziemy!).

Zadowoleni z korzystnego zbiegu okoliczności rozmawialiśmy o USA, Europie – i oczywiście o szkodach poczynionych przez Sandy. Historie przekazywane z ust do ust, z dala od masowych mediów, często robią dużo większe wrażenie. Rozmawialiśmy o rodzinie mieszkającej na Staten Island. Podczas huraganu Irene ogłoszono obowiązkową ewakuację w okolicy, w której mieszkali – rodzina ewakuowała się. Huragan nie poczynił żadnych zniszczeń w ich domu – ale szabrownicy zrobili swoje. Tym razem, gdy ogłoszono stan obowiązkowej ewakuacji – rodzina postanowiła zostać. Huragan przeszedł przez ich ulicę, cała rodzina zginęła…

  • Your life is the most important! – powiedziała żona naszego kierowcy. – House, furniture, TV, money – you can get it back! But your life, you can’t get it back… (Twoje życie jest najważniejsze! Dom, meble, telewizor, pieniądze – to wszystko możesz odzyskać. Ale swojego życia nie odzyskasz…)

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę. Wysiedliśmy z samochodu tuż przy Bryant Parku i tam się pożegnaliśmy.

Spacerując po Midtown widzieliśmy zamknięte ulice – tuż obok dźwigu, który złamał się wpół podczas huraganu. Mijaliśmy również ludzi kwestujących na rzecz ofiar Sandy.

DSCN2631okDSCN2629ok

Ofiarami Sandy są nie tylko ci, którzy ucierpieli bezpośrednio. Utrudnienia komunikacyjne sprawiają, że każdego dnia wiele osób nie może dotrzeć do pracy – z tej przyczyny od tygodnia część firm nie pracuje. Z powodu zamkniętych biur i innych miejsc pracy – Downtown Manhattanu jest w dużej mierze wyludnione, co skutkuje zamykaniem kolejnych małych biznesów w tej okolicy (kawiarenek, barów, restauracji). Nasz kolega nie pracuje już od tygodnia – jego firma, zaopatrująca Manhattan, nie ma żadnych zleceń. Kolejnym skutkiem paraliżu komunikacyjnego jest brak paliwa na stacjach benzynowych.

Potrzeba czasu, aby usunąć skutki huraganu i zapomnieć o szkodach, jakie poczynił. W Nowym Jorku czas jest na wagę złota – aby arterie komunikacyjne zostały szybciej udrożnione, do miasta przybyli fachowcy z Chicago. Wielu nowojorczyków w charakterze wolontariuszy pomaga usuwać zniszczenia i niesie pomoc poszkodowanym. Z każdym dniem Nowy Jork jest coraz bliżej celu, jakim jest powrót do normalności. Mimo, że usuwanie zniszczeń spowodowanych przez Sandy jest teraz absolutnym priorytetem – Nowy Jork nie rezygnuje z drobnych przyjemności. W Central Parku – jak co roku o tej porze – otwarto już lodowisko.

DSCN2633ok



This entry was posted in USA and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>