Boston Freedom Trail, latające płaszczki i herbatka po bostońsku. I ile to wszystko kosztuje.

DSCN3943

1 grudnia – Boston przywitał nas śniegiem. Ponieważ w komplecie ze śniegiem przybył również mróz, a nasz host z couchsurfingu przygotował dla nas pyszne śniadanie (pancakes z jagodami), nie spieszyliśmy się z wyjściem z domu.

To było nasze pierwsze couchsurfingowe doświadczenie – i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni! Couchsurfing – jak sama nazwa wskazuje – jest to surfowanie „od kanapy do kanapy”, czyli spanie u innych członków społeczności couchsurfingu, poznanych przez Internet. Jest to również wspólne spędzanie czasu, rozmowy, dzielenie się swoimi doświadczeniami i umiejętnościami.

Nasz host dał nam do dyspozycji osobną sypialnię, a my ze swojej strony podarowaliśmy mu wielkiego oscypka i polskie czekolady (prosto z Greenpointu). Wczoraj po śniadaniu umawialiśmy się na małą lekcję tanga, ale skończyło się na opowiadaniu o naszych poprzednich podróżach (szczególnie zainteresowały go Rosja i Nepal). Po wizycie w Bostonie, mój sceptycyzm odnośnie couchsurfingu znikł zupełnie!

Wiele osób zadaje mi pytanie: skąd mamy pieniądze na taką podróż? Odpowiedź brzmi: wcale nie trzeba wielkich pieniędzy, żeby podróżować.

  1. Transport: autobusy Megabus przewożą nas pomiędzy miastami w cenach już od 1 dolara za osobę.
  2. Couchsurfing nic nie kosztuje (dla porównania: najtańszy hostel w Bostonie to wydatek rzędu 30 dolarów za 1 osobę za noc).
  1. Wyżywienie: olbrzymie, amerykańskie śniadanie (smażone jajka z bekonem albo wielki omlet + podsmażane ziemniaki + tosty z dżemem i nieograniczona ilość kawy) kosztuje ok 5 dolarów, lunch można zjeść za 10 dolarów, a zaopatrując się w sklepach spożywczych, wydaje się naprawdę niewiele (ceny bostońskie: prawdziwy, włoski chleb: 1 dolar 60 centów; kostka sera 430 gram: 5 dolarów; 6 pomarańczy: 1 dolar).
  2. Muzea, galerie itp. – no, tu nas macie. Niektóre atrakcje są naprawdę drogie – ale dni bezpłatnych wejść ma prawie każde muzeum. Poza tym warto zaopatrywać się w książeczki rabatowe, dostępne w każdym punkcie informacji turystycznej – np. w bostońskiej książeczce znajdują się rabaty na wszystkie atrakcje miasta. Naszym rekordem cenowym w tej kategorii były bilety na spektakl „Whos afraid of Virginia Woolf” wystawiany na Broadwayu: 76 dolarów za sztukę… Ale było warto!

Ale teraz wróćmy do Bostonu: w mroźny, grudniowy poranek wyruszyliśmy trasą Boston Freedom Trail, która ciągnie się przez 2,5 mili i mija po drodze 16 miejsc o znaczeniu historycznym. Całość trasy jest oznaczona czerwoną linią (miejscami malowaną, miejscami brukowaną), odnawianą co roku. Podążając trasą, mijaliśmy Old State House, który jest najstarszym ogólnodostępnym bostońskim budynkiem (zbudowano go w 1713 r.!) i spacerowaliśmy malowniczą uliczką irlandzkich pubów.

DSCN3906

Dotarliśmy do usytuowanego w dzielnicy Charlestown, USS Constitution, który został uznany za najstarszy na świecie statek wojenny. Zwodowany w 1797 r., bronił linii brzegowych USA aż do 1855 r. Dziś statek jest otwarty dla turystów (bezpłatnie), a port, w którym stoi, posiada również olbrzymi, suchy dok.

DSCN3932DSCN3939

Boston Freedom Trail doprowadziła nas również do Bunker Hill Monument – 67. metrowego obelisku, z którego szczytu rozciąga się wspaniały widok na Boston. Na zdjęciach w pierwszym planie widać Charlestown z kolonialną zabudową, a w tle downtown Bostonu. Charlestown, w początkach swojego istnienia, był osobną osadą, która w 1874 r. została wpisana w granice Bostonu.

DSCN3945

Zbaczając z Boston Freedom Trail, trafiliśmy do Boston Aquarium, pełnego różnorodnych, morskich stworów.

DSCN3825

W akwarium dowiedzieliśmy się, że… ryby można głaskać. Widoczny na zdjęciu Cownbse Ray (gatunek: orla płaszczka) uwielbia być głaskany!

DSCN3800

Te orle płaszczki, które bardziej przypominają latające ryby, radośnie pływają wzdłuż barierek wystawiając swoje grzbiety do głaskania.

DSCN3795

Pod koniec dnia wybraliśmy się na „herbatkę po bostońsku” – w dzisiejszych czasach serwuje się ją w licznych herbaciarniach (wybraliśmy jedną z okolic Harvardu), w czajniczkach, z mnóstwem przypraw. A słowa angielskiego aktora i dramaturga Sir Arthura Pinero, wypisane na ścianie herbaciarni, nabierają w Bostonie szczególnego znaczenia…

DSCN3964DSCN3966



This entry was posted in USA and tagged , , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Boston Freedom Trail, latające płaszczki i herbatka po bostońsku. I ile to wszystko kosztuje.

  1. Igor says:

    Teraz już bez wątpliwości i definitywnie czekam na książkę! Świetnie się Ciebie czyta i niecierpliwie czekam na kolejne relacje! Gorące pozdr. Igor.

  2. Slawek says:

    Bunker Hill a nie Bunker Mill. Pozatym spoko. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>