Detroit – gorzki koniec słodkiego snu…

DSCN5547

Detroit w początkach XX wieku – miasto marzeń, mekka przemysłu samochodowego, cel podróży wielu emigrantów, ideał American Dream…

Wszystko zaczęło się w 1903 roku, kiedy Ford otworzył w Detroit Ford Motor Company. W następnych latach powstały fabryki General Motors, Chrysler i American Motors, a Detroit stało się mekką przemysłu samochodowego. Szybki rozwój industrii wymagał coraz większej liczby pracowników. Od 1900 r. w ciągu 30 lat populacja Detroit wzrosła z 265 tysięcy do 1,5 miliona mieszkańców. Miasto rozrastało się, powstawały drapacze chmur, mosty, autostrady, restauracje, rozległe osiedla mieszkalne, kościoły, teatry, szpitale, szkoły, sklepy i hotele. Do 1920 roku produkowany przez Forda Model T odniósł olbrzymi sukces przejmując ok 40% krajowego rynku. Upojeni tak wielkim sukcesem Amerykanie zapadali spokojnie w amerykański sen.

Pierwsze przebudzenie przyszło wraz z kryzysem lat 20., kiedy przemysł samochodowy znacznie zwolnił. Podczas II wojny światowej Detroit stało się zapleczem produkcyjnym linii frontu – w przepastnych fabrykach wytwarzano bombowce B-24, wojskowe jeepy, czołgi, broń i amunicję, a Detroit zyskało miano „arsenału demokracji”.

Niedługo po II wojnie światowej w kolorowym Detroit wybuchły zamieszki, które przerodziły się w regularną bitwę na tle rasowym. Podczas trwających 5 dni rozruchów zginęły 43 osoby, 467 zostało rannych, a 7200 aresztowanych. Dnia szóstego miasto wyglądało jak pole bitwy – zniszczonych i spalonych zostało aż 2 000 budynków, a 388 rodziny wylądowały na ulicy.

DSCN5453

Po krwawych zamieszkach Detroit, na dobre wybudzone z amerykańskiego snu, musiało stawić czoła trudnej rzeczywistości. Koszty produkcji samochodów rosły. Fabryki, w poszukiwaniu tańszej siły roboczej, przenosiły się poza granice miasta, a pracowników coraz częściej zastępowały maszyny. Wskaźnik bezrobocia gwałtownie piął się w górę, a próbujący ciąć koszty przemysł samochodowy i tak nie wytrzymał starcia z tańszą i nowocześniejszą konkurencją z Niemiec i Japonii. Zamykane jedna po drugiej fabryki zamieniały się w pustostany. Domy i mieszkania opuszczane przez bezrobotnych drastycznie traciły na wartości. Mieszkańcy Detroit w poszukiwaniu pracy opuszczali miasto. Zamykano szkoły, teatry, szpitale, sklepy, hotele, restauracje i kościoły…

W 1950 roku Detroit było piątym największym miastem USA, z populacją liczącą ponad 2 miliony osób, obecnie liczy sobie niewiele ponad 700 tysięcy mieszkańców, z czego 85% stanowią Afroamerykanie.

DSCN5430

Detroit dziś to puste ulice, walące się, spalone i opustoszałe budynki, wysoka przestępczość oraz najwyższe bezrobocie w USA. To miasto zapomniane przez Boga i policję, gdzie diabeł mówi „dobranoc” a niejeden żądny przygód turysta przypłacił swoją wycieczkę złamanym nosem i straconym portfelem. Na spotkanie z takim Detroit przygotowywał nas każdy Amerykanin, któremu zdradzaliśmy plany swojej podróży. Nie raz słyszeliśmy takie oto słowa:

- Don’t go there! You will get killed there! (Nie jedźcie tam! Zabiją Was!)

- You look like a victim – they will kill you! (Wyglądacie jak ofiary – zabiją Was!)

- In Detroit there are many places, where even police doesn’t go! (W Detroit jest wiele miejsc, do których nawet policja nie jeździ!)

- In the best case, they will rob you, but you may not be so lucky! (W najlepszym przypadku was obrabują, ale możecie nie mieć tyle szczęścia!)

Przygotowani na najgorsze, z mieszanymi uczuciami wysiedliśmy na dworcu w Detroit. Biali, z wielkimi plecakami z pewnością zwracaliśmy na siebie uwagę otoczenia. Mijając rzesze oglądających się za nami Murzynów, skierowaliśmy swoje kroki do People Mover, co wydawało się nam najbezpieczniejszym sposobem na powitanie miasta.

People Mover to kolejka jeżdżąca po platformie, dookoła downtown Detroit. Z okien kolejki roztaczają się wspaniałe widoki na centrum miasta, które ostało się zniszczeniu.

DSCN4986

DSCN5005

Można również rzucić okiem na znajdujące się po drugiej stronie kanału, kanadyjskie miasteczko.

DSCN5000

Po wycieczce People Mover, już trochę oswojeni z otoczeniem (nikt nie próbował nas zabić ani obrabować), ruszamy na spacer główną ulicą miasta. Zaskakują nas nietypowe godziny otwarcia sklepów (od czwartku do soboty, od południa do 9 wieczorem). Po chwili docieramy do D:hive – centrum informacji turystycznej, które zostało otwarte z inicjatywy prywatnych inwestorów.

DSCN5046DSCN5049

W D:hive pan zza biurka daje nam mapkę okolicy i na samym wstępie radzi omijać szerokim łukiem okolice Martin Luther King Avenue oraz pokazuje bezpieczne rejony miasta (główna ulica oraz downtown – dzielnica finansowa). Dowiadujemy się również, że sklepy w okolicy zostały otwarte tylko na okres przedświąteczny, jako swoisty eksperyment – miasto chce zobaczyć, czy sklepy w ogóle spotkają się z zainteresowaniem mieszkańców Detroit, i czy przychód ze sprzedaży wystarczy na pokrycie kosztów prowadzenia sklepów.

Pan zza biurka zachęca nas również do odwiedzenia miejsca o tajemniczej nazwie Heidelberg project – ale koniecznie taksówką. Nie radziłby spaceru na piechotę w tamtej okolicy. Nawet w ciągu dnia…

W bezpiecznym budynku D:hive, w samym centrum miasta i w środku dnia nie mieliśmy jeszcze pojęcia o tym, co nas spotka w mrocznym Detroit. Siedzieliśmy na wygodnych kanapach czekając na Sarę. Za kilka godzin miał zapaść zmrok, a my mieliśmy znaleźć się w okolicy, do której żaden przyjezdny nie wybrałby się z własnej woli. Czekał nas spacer po miejscach, przed którymi wszyscy ostrzegali nas słowami „You will get killed there!” („Zabiją was tam!”), a sympatyczny pan zza biurka z pewnością dostałby zawału na samą myśl o wyprawie w tamte okolice. Zwłaszcza w ciągu nocy…



This entry was posted in USA and tagged , , , . Bookmark the permalink.

13 Responses to Detroit – gorzki koniec słodkiego snu…

  1. Łukasz says:

    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg. Bardzo, bardzo interesujący reportaż :)

  2. Zulla says:

    Nie rozumiem ludzi ktorzy sa ostrzegani, a mimo wszystko pchaja sie w tak niebezpieczne miejsca myslac ze moze im sie nic nie stanie, a co bedzie jesli sie stanie?. Takie zachowanie dla mnie to nic innego jak ludzka glupota, ignoracja i calkowity brak wyobrazni.

    • agagnesa says:

      hej:) Byliśmy ostrzegani głównie przez osoby, które nigdy nie były w Detroit, a swoją wiedzę o tym mieście czerpały z mediów i krążących po USA legend. Na samym początku naszej wizyty byliśmy bardzo ostrożni – a potem, po rozmowach z miejscowymi, zyskaliśmy prawdziwy obraz miasta Detroit. Wierz mi – bardzo różnił się od opinii Amerykanów, którzy nigdy tam nie byli.

  3. Zulla says:

    NIE wierze, bowiem znam Detroit lepiej anizeli niejedno miasto w Polsce.Wiem jak wygladalo na poczatku lat 90 i wiem jak wyglada obecnie. ” Odwiedzam”je z koniecznosci conajmniej 2 razy w tygdoniu…… czy masz jeszcze jakies pytania.

    • agagnesa says:

      My, przed naszym przyjazdem do Detroit, nie mieliśmy okazji porozmawiać z nikim, kto tam mieszka albo zna to miasto z własnego doświadczenia. Oczywiście byliśmy ostrożni. Na szczęście poznaliśmy w Detroit wspaniałych ludzi, którzy oprowadzili nas po swoim mieście:) Teraz również wiemy, jak wygląda – i wiemy, że wiele legend o niebezpieczeństwach… pozostaje jedynie legendami.

  4. Artur says:

    No nie, ale zbudowalas napiecie. Kiedy dalszy ciąg?

  5. Zofia says:

    Aga, karzesz nam czekać po tak budującym napięcie wstępie:/ Całkiem jak w amerykańskim serialu…;)

  6. Agniesiek says:

    Każesz czekać czy karzesz czekaniem?

  7. abecadlo says:

    Czekam na dalszą relacje, genialnie to wszytsko opisujesz :)

  8. Agata says:

    Wspaniałe streszczenie historii Detroit! Bardzo dziękuję!
    Na Waszą stronę będę od dziś zaglądać bardzo często:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>