Sylwester w Chicago: Zielony Młyn, Al Capone i cały ten jazz…

DSCN6087aa

Chicago – znane z mroźnych zim, zachwycającej architektury i gangsterskiej przeszłości, szczyci się także pokaźną kolekcją klubów jazzowych, gdzie dźwięki saksofonu, pianina, kontrabasu i perkusji co noc elektryzują fanów tej muzyki. To tu znajduje się legendarny Green Mill – klub, którego jam sessions przyciągają setki muzyków, a historia mrozi krew w żyłach i nadaje każdej wizycie dodatkowego smaczku.

Klub Green Mill (zielony młyn), zainspirowany paryskim Moulin Rouge (czerwony młyn), od 1907 roku nieprzerwanie przyciąga swym urokiem i licznymi atrakcjami. Pierwsi goście szukali tu chwil wytchnienia w ogródku piwnym, w kolejnych latach młyn zachwycał nowym parkietem tanecznym oraz restauracją, a Charlie Chaplin był tu wówczas stałym bywalcem.

DSCN6100

Wszystko zmieniło się 20 października 1919 roku, wraz z wprowadzeniem prohibicji w USA. Oficjalny zakaz produkcji, sprzedaży i transportu napojów alkoholowych w granicach Stanów Zjednoczonych miał na celu: „kres korupcji i zaangażowania w politykę wpływowych właścicieli niemieckich browarów oraz ograniczenie przemocy domowej”. Jednak prohibicja, zamiast usunąć alkohol z menu Amerykanów, znacznie pobudziła lokalną przedsiębiorczość i doprowadziła do znacznego wzrostu spożywania procentowych trunków. Jak grzyby po deszczu wyrastały „prywatne bary”, „domowe browary”, szmuglerzy transportowali alkohol z Kanady, a Al Capone przekroczył progi Green Mill, rozejrzał się, usiadł za barem i postanowił się tam rozgościć.

Podczas burzliwych lat prohibicji, za szczelnie zamkniętymi drzwiami Green Mill, trwały huczne imprezy, gdzie alkohol lał się strumieniami, dym papierosowy gęstniał w powietrzu, jazz zagłuszał rozmowy, a okazjonalnie strzały karabinu maszynowego zagłuszały jazz…

DSCN6125

Al Capone czuł się w Green Mill jak w domu – siadywał w załamaniu blatu barowego (ponieważ z tego miejsca mógł obserwować obydwa wejścia do klubu), słuchał występów swojego ulubionego piosenkarza Joe E. Lewisa i wydawał kolejne rozporządzenia Jackowi McGurn, który był jego prawą ręką.

McGurn, były bokser, poświęcił swą karierę aby pomścić śmierć ojca, który zginął z rąk mafii. Jack związawszy się z Alem Capone, w ciągu kilku lat wymordował wszystkich gangsterów zamieszanych w zabójstwo ojca, zyskał przydomek „karabin maszynowy” i jako postrach chicagowskiego półświatka zarządzał klubem Green Mill oraz dbał o wszelkie interesy swojego szefa. Nie tylko w Zielonym Młynie, lecz również w jego piwnicach.

W mrocznych podziemiach klubu Green Mill znajdował się system tajemnych tuneli, w których Al Capone przechowywał i sprzedawał alkohol. Do zakazanych podziemi klubu prowadziły sekretne drzwi znajdujące się za barem, a po zejściu na dół, w alkoholowych oparach, gangsterzy i ich poplecznicy ubijali ciemne interesy i oddawali się licznym hazardowym rozrywkom .

O tym, że lojalność McGurna wobec szefa nie zna granic, boleśnie przekonał się ukochany piosenkarz Capone, który opuścił Green Mill, by śpiewać w innym lokalu. McGurn odnalazł Lewisa i po nieudanych próbach sprowadzenia go na scenę Zielonego Młyna sięgnął po brzytwę, z której pomocą poderżnął piosenkarzowi gardło od ucha do ucha, po czym zostawił go konającego na podłodze przebieralni. Wbrew oczekiwaniom, Lewis przeżył nożowy atak gangstera i po długiej rekonwalescencji (częściowo opłaconej przez Ala Capone) powrócił na scenę. Po wielu latach McGurn został zasztyletowany w gangsterskich porachunkach, a Lewis wrócił do Green Mill, gdzie jako komik kontynuował swoją karierę.

Z końcem prohibicji Al Capone trafił za kratki, a Green Mill przeszedł w ręce kolejnych właścicieli, którzy nie zdołali ocalić klubu przed skutkami Wielkiej Depresji. Smutny i zapomniany, Green Mill doczekał wreszcie roku 1986 – przeszedł wówczas w ręce obecnego właściciela i ponownie stał się klubem jazzowym z prawdziwego zdarzenia. Jazz na żywo gości w klubie od poniedziałku do soboty, a niedzielne wieczory należą do… miłośników poezji.

DSCN6285

Wieczór sylwestrowy w Green Mill miał uświetnić koncert jazzowy z pojedynkiem na saksofony: Edward Petersen kontra Eric Schneider. Ponieważ jazz w Chicago nie może obyć się bez pianina, perkusji i kontrabasu – słynnym saksofonistom partnerowali: pianista Willie Pickens, kontrabasista Brian Sandstrom i perkusista Robert Shy. Nie mieliśmy wątpliwości, że właśnie tam chcemy przywitać Nowy Rok. Był tylko jeden problem – nie było biletów.

Biletów na sylwestrowy koncert nie było w przedsprzedaży – Green Mill otwiera swe podwoje o 7 wieczorem i szczęśliwcy, którzy wystoją sobie pierwsze miejsca w kolejce, dostąpią zaszczytu wejścia do klubu. Na zewnątrz temperatura spadła do 23 stopni F (-5 stopni C). Zdeterminowani i ciepło ubrani dotarliśmy do bram Green Mill o 6 wieczorem i ustawiliśmy się w kolejce. Szymon znosił zimno mężnie i wytrwale, a ja po kilku chwilach marznięcia zdezerterowałam do Starbucksa…

DSCN6087

Po 40 minutach kolejka zakręcała już za róg ulicy i liczyła sobie sto kilkadziesiąt osób. Szymon uparcie twierdził, że wcale nie jest mu zimno. Wybiła 7 pm, drzwi zostały otwarte. Jednak tuż przy wejściu zorientowałam się, że zapomniałam dokumentów… (w USA wejście do klubu nocnego, a nawet kupno piwa bez ID graniczy z cudem). Po kilku chwilach gorączkowego tłumaczenia, ochroniarz z opaską na oku zapytał mnie, skąd jestem. Odpowiedziałam, że z Polski. „Dobrze, dobrze” – odpowiedział i za jego wstawiennictwem zostałam wpuszczona.

Po kilku chwilach rozpoczął się koncert.

Prawdziwy chicagowski jazz rozbrzmiewał w powietrzu, kelnerki roznosiły tace pełne alkoholu, lokal zapełniał się stopniowo, a ochroniarz z opaską na oku pokazywał mi kolejne zdjęcia swojej polskiej żony w łowickich spódnicach i z rozrzewnieniem wspominał wizytę w Krakowie…

DSCN6109DSCN6131

Na dawnym miejscu Ala Capone, rozsiedli się rozweseleni goście. Prowadzące do podziemi drzwi, które podobno wciąż znajdują się za barem, były niewidoczne dla niewprawnego oka. Nie śmiałam pytać o tajemne tunele, ponoć wciąż znajdujące się w piwnicach lokalu…

DSCN6234

Gdy wybiła północ, w ruch poszły kieliszki z szampanem i wiele innych przedmiotów, które sprawiają, że amerykański Sylwester osiąga rekordową liczbę decybeli. Wiele kultur na całym świecie wierzy, że hałas odstrasza złe duchy – i dlatego o północy w noc sylwestrową w wielu krajach rozlega się głośny rumor. Każdy hałasuje z użyciem tego, co akurat ma pod ręką – aby nie wpuścić złych duchów do Nowego Roku. Hałas, który rozległ się w Green Mill o godzinie zero był tak wielki, że zapewne żaden ze złych duchów nawet nie zbliżył się do bram Nowego Roku. Jesteśmy więc bezpieczni:)



This entry was posted in USA and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>