Pierwsze chwile w Mexico City – czyli jak nie dać się zwariować.

DSCN4262

- Aby wystartować, samolot potrzebuje pełnej mocy silnika, więc poczują się Państwo nieco bardziej wciśnięci w fotele, niż zazwyczaj. Po osiągnięciu wysokości przelotowej obroty silnika zwolnią, więc samolot opadnie lekko w dół – powiedział kapitan lotu z lotniska Santa Ana w Kalifornii do Mexico City, po czym rozpoczął kołowanie.

Pas startowy wydawał się dość krótki, samolot szybko wzbił się w powietrze, a oderwanie pleców od oparcia fotela stanowiło nie lada wyzwanie. Gdy samolot zwolnił i „lekko opadł”, usiadłam wygodnie i pomyślałam o wszystkich radach, plotkach i pogłoskach, jakie ostatnimi czasy słyszałam o Mexico City.

1. W Mexico City jest niebezpiecznie. Absolutnie nie należy jechać metrem z lotniska z wielkimi bagażami. Metro jest strasznie zatłoczone, okradną was! Koniecznie weźcie taksówkę!

Wysiadamy na międzynarodowym lotnisku im. Benito Juarez w Mexico City i kierujemy się prosto do Sali A, za którą znajduje się wejście do metra. Nikt nie zwraca na nas uwagi, tylko kilku taksówkarzy oferuje nam swoje usługi. Oczekując tłumów wchodzimy do metra i… spokojnie siadamy w wagonie pociągu.
Mój wniosek: Ten, kto uważa że metro w Mexico City jest zatłoczone, doprawdy nie był w Nowym Jorku!

2. Nie zwracać na siebie uwagi! Jeżeli będziesz wyglądać jak ktoś, kto jest w Mexico City po raz pierwszy – możesz się znaleźć w niebezpieczeństwie!

Drzwi zamykają się, metro rusza. Na środku wagonu stoi mężczyzna z ogromnym, czarnym plecakiem i machając białymi kopertami, coś wykrzykuje. Z moim niemrawym hiszpańskim rozumiem tylko pojedyncze słowa: „dwadzieścia peso”, „muzyka”, „piękne”. Po chwili w całym wagonie rozlega się głośna muzyka – rozglądam się i już wiem, że czarny plecak jest w rzeczywistości ogromnym głośnikiem, a biała koperta – płytą CD. Pan co chwila zmienia utwór, zachwala swój towar, puszcza muzykę coraz głośniej, a ja patrzę na niego z głupim uśmiechem, zupełnie zadziwiona tym zjawiskiem i nagle orientuję się, że nikt inny na niego nie patrzy. Wszyscy za to patrzą… na mnie. No tak – siedzę z wielkim bagażem i w dodatku dziwi mnie mężczyzna z głośnikiem wielkości lodówki w metrze. To znaczy, że po raz pierwszy jadę metrem w Mexico City… (następnego dnia mamy przekonać się, że panowie z ogromnymi głośnikami w metrze to codzienność).
Po chwili Meksykanie tracą zainteresowanie moją osobą. Ot, turystka.
Mój wniosek: Prawdopodobnie każdy turysta odwiedzający Mexico City zwróci na siebie uwagę. Ale to wcale nie oznacza, że znajdzie się w niebezpieczeństwie.

3. Iść przed siebie pewnym krokiem. Absolutnie nie wyjmować mapy ani przewodnika na ulicy i nie pytać nikogo o drogę.

Trasę z metra do naszego meksykańskiego domu znam już na pamięć – tyle razy widziałam ją na mapie. Wysiadamy z metra, zgodnie z mapą w mojej pamięci skręcamy w prawo i idziemy prosto. Jednak nazwy ulic nie zgadzają się i już nie wiem: iść prosto, czy zawrócić… Niepewnie pytam miło wyglądającą panią o ulicę, której szukam, jednak pani mnie nie rozumie i woła postawnego mężczyznę sprzedającego tacos w ulicznej budce. Mężczyzna również mnie nie rozumie – zrezygnowana wyjmuję mapę, która (o zgrozo!) znajduje się w przewodniku. Mężczyzna czyta nazwę ulicy, uśmiecha się i wskazuje w przeciwnym kierunku. Dziękujemy za pomoc i ruszamy już właściwą trasą.
Mój wniosek: W Mexico City – jak wszędzie na świecie – każdy chętnie wskaże drogę zagubionemu turyście (albo prawie każdy…).

4. Nie spacerować w Mexico City po zmroku!

Jesteśmy głodni, bardzo głodni. Jest 7 wieczorem, a my w ciągu dnia zjedliśmy tylko po małej bułce. Jest ciemno… ale sklep znajduje się tuż za rogiem! Idziemy więc na zakupy. Po drodze mijamy wielki salon Toyoty, kawiarnię Starbucks, Subway i kilka innych amerykańskich fast foodów, w których siedzą tłumy rozweselonych Meksykanów. Pary zakochanych spacerują wzdłuż ulicy, dzieci biegają po deptaku, a biznesmeni w garniturach relaksują się przy kieliszku Margarity…
Mój wniosek: Mexico City po zmroku nie jest niebezpieczne. Wszystko zależy od dzielnicy, w której się przebywa.

5. W Meksyku jest bardzo tanio!

Kilo jabłek: 35 pesos (9,50 zł).
Chleb: 40 pesos (10 zł).
Butelka wody mineralnej 1,5 litra: 15 pesos (3,90 zł).
Średnia cena lunchu: 70 pesos (17,50 zł).

Ale
Bilet do metra: 3 pesos (ok 70 gr).
0,5 litra srebrnej Tequili: 100 pesos (25 zł).

Mój wniosek: W Mexico City nie jest bardzo tanio (do wyjątków należy transport publiczny i narodowy trunek). Ale jeżeli Mexico City jest Warszawą Meksyku, to za kilka dni jedziemy do Kazimierza Dolnego. I tam również nie damy się zwariować radami, plotkami i pogłoskami.

Do każdego, kto wybiera się do Meksyku:
- porady praktyczne znajdują się tu: http://travelike.pl/porady-praktyczne/meksyk/
- porady odnośnie bezpieczeństwa tu: http://travelike.pl/porady-praktyczne/ogolne/

Powyższy wpis nie jest przewodnikiem po Meksyku. Powyższy wpis to tylko spisane na gorąco, pierwsze wrażenia.



This entry was posted in Meksyk and tagged , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Pierwsze chwile w Mexico City – czyli jak nie dać się zwariować.

  1. Ewelina says:

    Hehehe:d zaskoczylas mnie tymi cenami….. Moze zauwazyli, ze idziecie i szybko pozmieniali ceny:d specjalne eny dla turystow:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>