Meksyk. W podróży czy na urlopie?

DSCN6058

Kiedy turysta myśli o wakacjach, widzi luksusowy hotel z basenem, autobus pierwszej klasy, elegancką restaurację tuż przy plaży i kolorowe pamiątki. Turysta jedzie na krótki urlop i chce w tym czasie doświadczyć wszystkiego: relaksu i egzotycznej kultury, życia nocnego i gorących plaż, zwiedzania zabytkowych budowli i miejscowych przysmaków. Turysta ma pieniądze, ale nie ma czasu.

Kiedy podróżnik myśli o podróżach, widzi ciężki plecak, rozklekotany busik z ludźmi i kurami upakowanymi piętrowo oraz śpiwór leżący na materacu, na podłodze. Podróżnik ma czas, ale nie ma pieniędzy, ale nie tylko na tym polega różnica. Podróżnik chce choć na chwilę stać się „miejscowym”, być bliżej ludzi, żyć tak jak oni i dzielić z nimi ich codzienność.

DSCN5589
W lokalnym busie typu „colectivo”, podróż z Meksykanami.

Podróżnik wyrusza w podróż, która staje się jego życiem – a w życiu jak to w życiu, bywa różnie. Jest relaks i egzotyczna kultura, życie nocne i gorące plaże, zwiedzanie zabytkowych budowli i miejscowe przysmaki, ale jest również zmęczenie, brak czasu i tęsknota za domem. Ale podróżnik nie wraca – przepakowuje plecak i wciąż rusza dalej, w nieznane i z kilkoma groszami w kieszeni… albo otwiera swój dom dla przybywających podróżników. Bo podróż niejedno ma imię.

W podróży: couchsurfing.org

DSCN5957
Couchsurfing w mieście Merida.

W mieście Oaxaca nocujemy u Christiana. Christian jest świeżo upieczonym architektem, mieszka w Oaxaca od urodzenia i bardzo chce się nauczyć języka angielskiego. Christian chodzi do szkoły językowej, ale… w swojej rodzinnej miejscowości nie ma z kim rozmawiać po angielsku. Loguje się więc na couchsurfing.org i oferuje podróżnym swój dom w zamian za rozmowy po angielsku. Christian bardzo chciałby podróżować – jednak na razie obcokrajowcy nocujący w jego domu są dla niego jedyną namiastką podróży. Przywiezione przez nas polskie śliwki w czekoladzie smakują przecież tak samo jak w Polsce, a opowiadane historie są tak odległe i zaskakujące, jak Europa dla Meksykanów… Christian nigdy nie wie, kto odwiedzi go w przyszłym tygodniu – ale chętnie przyjmie każdego. Couchsurfing jest na razie jego jedyną, wielką podróżą – i to bez wychodzenia z domu.
U Christiana spotykamy Polkę, Marię. Maria, po kilku latach pracy w korporacji, złożyła wypowiedzenie i wyruszyła w podróż przez Ameryki. Ma już za sobą miesiąc w Meksyku, następnie jedzie do Guatemali. Podróżuje sama, ale dzięki couchsurfingowi nie czuje się samotna – nocuje u hostów a część wyprawy odbywa z innymi podróżnikami, poznanymi przez internet. Dokąd planuje dojechać? Jeszcze nie wie – przecież w podróży nie chodzi o osiągnięcie zamierzonego celu.

W podróży: hostele

DSCN6158DSCN6156
Mama’s hostel, Tulum. Hostelowy ogród i kuchnia.

W mieście San Cristobal de las Casas nocujemy w hostelu Caracol. Noc w pokoju dwuosobowym kosztuje 80 pesos, czyli ok 20 zł. Właściciel hostelu – młody chłopak – sam rozbudowuje swój hostel używając przy tym drewna, butelek oraz… piasku. W ogrodzie hostelowym poznajemy Polkę, Maję. Maja przez większość życia mieszkała w USA, tam skończyła studia i zaczęła pierwszą pracę. Po kilku latach Maja postanowiła wyruszyć w podróż, zupełnie sama. Korzysta z couchsurfingu i nocuje w hostelach – ale w tym hostelu mieszka za darmo. Dlaczego? Maja podwija rękawy i chwyta za narzędzia – pomaga właścicielowi w rozbudowie hostelu. Ale wkrótce jedzie dalej. Dokąd dokładnie? Jeszcze nie wie – przecież nie po to wyruszyła w podróż, żeby mieć zaplanowany każdy dzień. Na razie jest w San Cristobal i pracuje przy budowie meksykańskiego hostelu. A co będzie robić jutro – okaże się jutro.

W podróży: autobusy

DSCN5594

Meksyk znany jest z luksusowych autobusów, w których siedzenia rozkładają się zupełnie na płasko, a bagaż nadaje się jak w samolocie. Nocny luksusowy autobus jadący 8 godzin kosztuje jedyne 500-600 pesos (125 – 150 zł). Zadowolony turysta bez wahania kupuje bilet, a podróżnik odwraca się w poszukiwaniu terminalu autobusów drugiej klasy.
W Mexico City znajdzie go tuż przy stacji metra San Lazaro, a na bilecie do Oaxaca zaoszczędzi 130 pesos. W tym przypadku autobus drugiej klasy jest wygodny i jedzie szybko.

DSCN5459
Przy dworcu drugiej klasy w mieście Oaxaca.

W Oaxaca terminal drugiej klasy znajduje się przy ulicy Periferico (nazwa naprawdę mówi sama za siebie…). Na bilecie do San Cristobal de las Casas można zaoszczędzić 200 pesos (z przesiadką w miejscowości Tuxtla). Bilety są imienne – ale kasjer, słysząc jak się nazywam, podaje mi klawiaturę i prosi, abym sama wpisała swoje imię i nazwisko.

DSCN5491

Autobus drugiej klasy prowadzi jegomość spod ciemnej gwiazdy – na samym wstępie informuje nas, że duże plecaki musimy zabrać ze sobą do autobusu, ponieważ w bagażniku nie ma miejsca (mówiąc to, szybkim ruchem zamyka bagażnik, który pełen jest worków z ziemniakami i cebulą). Upychamy plecaki na górne półki wewnątrz autobusu i siadamy na niezbyt wygodnych siedzeniach. W szczytowym momencie w przejściu stoi ok 30 osób, a autobus pędzi pod górę, z góry i poprzez zakręty nic sobie nie robiąc z kilkunastometrowych przepaści. Na szczęście wypadku nie było, nocnego napadu na autobus również nie (napadając na autobus drugiej klasy, doprawdy trzeba by chcieć ukraść ziemniaki i cebulę…).
W San Cristobal de las Casas terminal drugiej klasy znajduje się tuż naprzeciw terminalu pierwszej klasy. Na bilecie do Palenque zaoszczędzić można 130 pesos, a komfort pozostanie w zasadzie bez uszczerbku.
W Palenque podróżnik terminalu drugiej klasy nie znajdzie. W Palenque podróżnik nie ma wyjścia – musi na chwilę stać się turystą. Ale w Meridzie terminal drugiej klasy znajduje się przy ulicy 64.

W podróży…

W Meridzie dostajemy e-maila od Mai – wyruszyła już z San Cristobal de las Casas i chciałaby dołączyć do nas na dalszą część podróży. Natomiast Maria nie odzywa się – podróżuje teraz z Polakiem poznanym przez internet. A z północnego Meksyku pisze Madzia, która wraz z mężem i malutką córeczką wyruszyła w półroczną podróż po Ameryce Centralnej. Praca? Dom? Polska? Poczekają… Na razie jest słońce, ruiny Majów i niespodziewane zdarzenia każdego dnia. Samochody pełne uzbrojonych po zęby żołnierzy to w północnej części Meksyku widok codzienny. A co będzie dalej – zobaczymy (blog Madzi jest tu: http://enruta.pl/).

I my również zobaczymy. W podróży wszystko jest inne. W podróży – inaczej niż na urlopie – nie ma śniadania w hotelowej restauracji, beztrosko kupowanych pamiątek ani łapczywej radości tych kilku wolnych dni – bo muszą wystarczyć na cały rok. W podróży, zamiast szczegółowego rozkładu dnia, jest ramowy plan na dwa-trzy tygodnie do przodu: ogólna trasa, przyjaźni ludzie z couchsurfingu lub niedrogie hostele i miejsca warte odwiedzenia. A plan – nawet ramowy – i tak w jednej chwili może się zmienić.

- Jedziemy do Belize? – zapytałam kilka dni temu.
- Jedziemy – odpowiedział Szymon. Czytam więc przewodnik, szukam noclegów.
- Ale tam nie ma właściwie couchsurfingu, hostele są dość drogie… i chyba nic nas tam nie interesuje. Nie surfujemy ani nie nurkujemy…
- No to nie jedziemy.
- Ok. W takim razie naszym ostatnim przystankiem w Meksyku będzie Chetumal – a stamtąd pojedziemy prosto do Guatemali, do Flores.
- Ok.

Kilka dni później.
- Z Chetumalu jedziemy do Flores?
- Tak.
- Autobus z Chetumalu do Flores jedzie przez Belize.
- No to jedziemy do Belize.

No, to tyle na temat naszych planów.

Sophia również miała plan. Sophię poznajemy w hostelu w Tulumie. Sophia jest Włoszką, dwa lata temu po raz pierwszy przyjechała do Meksyku – wtedy jeszcze nie mówiła po hiszpańsku. Wyruszyła w dłuższą podróż, chciała poznać ten odległy kraj, doświadczyć lokalnego kolorytu i wrócić pewnego dnia do domu, bogatsza o podróżne doświadczenia. Taki był plan, ale po drodze pojawił się… Alberto. Meksykanin z wystającym brzuszkiem ściska radośnie wyższą o głowę Sophie, która opuściła Włochy, by zamieszkać wraz z nim w hostelu prowadzonym przez jego rodzinę. Czy kiedyś wróci do Włoch? Może – na chwilę. Może – do pracy. A może nie…

Podróż nie jest realizowaniem planu. Podróż to jedna wielka niewiadoma – bo przecież nie po to się w nią wyrusza, żeby wiedzieć, co się zdarzy jutro, pojutrze, czy popojutrze… Podróż jest jak zadanie otwarte – nie ma jednego poprawnego rozwiązania, a każda udzielona odpowiedź jest prawidłowa tylko tu i teraz. Bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro.



This entry was posted in Meksyk and tagged , , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Meksyk. W podróży czy na urlopie?

  1. Quetzalcoatl says:

    Wspaniale sie Ciebie czyta, powodzenia w dalszych podrozach! :)

  2. tuanjim says:

    Mnie by korciło, żeby się przedstawić przy kupnie biletu jako Grzegorz Brzęczyszczykiewicz :) Fajny blog, czytam od deski do deski, jako że 1 stycznia ląduję w Meksyku i zaczynam moją podróż. Powodzenia!

    • agagnesa says:

      Mi wystarczy przedstawić się jako „Agnieszka”, aby wywołać konsternację na twarzach rozmówców:) Powodzenia w Meksyku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>