Xcalak, czyli na końcu świata…

DSCN6184

Xcalak to miejscowość na drugim krańcu półwyspu Yucatan (Meksyk), gdzie ciepła woda występuje tylko w oceanie, prąd jest dobrem luksusowym, a przybysze z zachodniego świata są skazani na popełnienie poważnego błędu myśląc: przecież wszędzie na świecie są bankomaty. Nawet na końcu świata na pewno będzie jakiś bankomat, do którego wystarczy włożyć kartę, aby otrzymać świeżutką gotówkę.
Otóż nie. W Xcalaku nie ma banku ani bankomatu. Nie ma również możliwości zapłacenia kartą ani Internetu (poza jedną odległą, amerykańską restauracją). W Xcalaku jest długie i nietknięte ludzką ręką wybrzeże, są lasy palmowe, nieubite drogi, boisko do gry w piłkę nożną oraz kilka wiejskich sklepików ze skromnym wyposażeniem, na które i tak nas w tej chwili nie stać. W Xcalaku niespodziewanie natknęliśmy się na zupełny koniec świata pod tytułem „nie mamy gotówki – i nie ma nawet cienia bankomatu”…
Liczymy więc ostatnie banknoty i monety wyszperane w najskrytszych zakamarkach naszych kieszeni, z dnia plecaków wydobywamy zapomniane torebki ryżu i skrupulatnie odliczamy kwotę potrzebną na wydostanie się z tego zapomnianego przez współczesną bankowość miejsca. Zostaje nam niewiele ponad 100 pesos (ok 25 zł), na 2 osoby, na 3 dni.

Xcalak to ostatnie nietknięte przez człowieka i turystykę miejsce w Meksyku. Kilometry naturalnej plaży, niezmienione lasy palmowe i rafy koralowe – cieszyliśmy się na tę oazę spokoju, enklawę natury z dala od turystycznych destynacji i mniej więcej tak wyobrażaliśmy sobie Xcalak:

DSCN6179

To jednak nie Xcalak, tylko oddalony o ponad 62 km w kierunku Meksyku Mahahual, który od lat jest już turystycznym rajem. Wzdłuż karaibskich plaż Mahahual w nieskończoność ciągną się hotele i ośrodki wypoczynkowe, a restauracje kuszą lokalnymi przysmakami w amerykańskich cenach. Natomiast nietknięte ludzką ręką wybrzeże Xcalaku wygląda tak:

DSCN6209

DSCN6202

Tak tak – nietknięte, czyli niezmienione i nie utrzymywane w porządku. W pełni naturalne plaże to muł, grząskie podłoże tuż przy brzegu i to, co wyrzuci morze. A morze wyrzuca wszystko: stare opony i zagubione sandały, zgliszcza łodzi i plastikowe butelki, potłuczone szkło i resztki jedzenia. Morze wyrzuca wszystko, co wrzuci do niego człowiek – ale nie od razu. Świadomość tego, co jeszcze tkwi w przybrzeżnych wodach, skutecznie zniechęca nas do kąpieli i choć widoczne w oddali turkusowe, karaibskie wody kuszą przepięknym kolorem – zostajemy na brzegu.

Agencja nieruchomości w Xcalak wygląda tak:

DSCN6200

A rafy koralowe stanowią prawdziwe wyzwanie dla każdego statku.

DSCN6182

Tak często marzymy o tym, by uciec na koniec świata – do najdalszych zakątków, które są zupełnie naturalne i odległe od zachodniego stylu życia, ale prawdziwy koniec świata różni się nieco od tego z naszych wyobrażeń. Nie ma tam pięknych plaż z przyjaznym brzegiem, palm jak z obrazka, szybkiego Internetu (a najczęściej żadnego Internetu), ani bankomatów. Natomiast jest zapomniana budka z ambicjami do sklepu spożywczego, w której bezzębny sprzedawca nie do końca rozumie, dlaczego chcę kupić tylko cztery banany, dwie mandarynki i jedną limonkę. Dlaczego nie cały kilogram? Moja gestykulacja nie zmienia zdziwienia na jego twarzy, ale mimo skromnych 25 pesos, które mu wręczam, pan dokłada mi do torby jeszcze kilka bananów, i jeszcze kilka pomarańczy, i jeszcze kilka limonek. Tłumaczę panu na migi, że nie mam więcej pieniędzy – ale on już to zrozumiał. Dobrotliwie kiwa głową i uśmiecha się do mnie od ucha do ucha z wnętrza swojej biednej budki, która prawdopodobnie nie przetrwa następnego huraganu. Tak – to się mogło zdarzyć tylko na końcu świata.



This entry was posted in Meksyk and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to Xcalak, czyli na końcu świata…

  1. keeeper says:

    Przeczytałem kilka pierwszych wpisów i kilka ostatnich i pierwsze co się rzuca w oczy to, że bardziej Twoja twórczość przypomina książkę niż blog, taki Lonely Planet. Wszystko ładnie, schludnie, dobrze napisane, czasem jakieś głębsze przemyślenia dot. kultury ale tak właściwie to póki nie zamierza się wyjechać do opisywanego przez Ciebie miejsca i nie szuka informacji na jego temat to i do czytania się ciężko zebrać. Chyba tego co mi tu brakuje to trochę bardziej wyrazistszego stylu, odrobiny chaosu i humoru.

    Choć mogę się mylić – w końcu mam za sobą zaledwie 5 wpisów…

    • agagnesa says:

      Dziękuję za opinię:) W podróży nie zawsze jest czas rozwijać styl, podróż jest trochę chaosem sama w sobie – czasem mam tylko kilka chwil na wpis, a czasem nie mam nawet tego, i dlatego wielu miejsc i zdarzeń nie opisałam w ogóle. Jedyne, co mogę zrobić, to pisać tak jak potrafię w ograniczonym czasie i pod wrażeniem miejsc, w których jestem. Bardziej wyrazisty styl i wpisy z dopracowanym humorem znajdziesz na blogach, których autorzy mają znacznie więcej czasu, albo po prostu inny sposób pisania:)
      Cieszę się, że mimo wszystko przebrnąłeś przez 5 wpisów. Pozdrawiam z Gwatemali:)

  2. michal says:

    Wlasnie czytam Twoj wpis siedząc w Playa del Carmen po wizycie na Cozumelu. Generalnie jedziemy w stronę Belize ale popatrzylem na mapę i pomyslalem ze moze by tak zboczyc do Xcalak…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>