Chicken busy i Semuc Champey, czyli 100% Gwatemali w Gwatemali.

Bus Gwatemala

Mianem „chicken bus” określa się publiczne środku transportu w państwach Ameryki Centralnej (autobusy i małe busiki). Chicken bus to jednak więcej, niż zwykły środek transportu – to sposób na prawdziwie lokalne doświadczenie podróży, bez agencji turystycznych i klimatyzowanych autokarów. To 100% Gwatemali w Gwatemali, to wyprawa, podczas której wiele może się wydarzyć…

Nazwa „chicken bus” odnosi się do żywych zwierząt, które niekiedy podróżują w busikach pospołu z ludźmi, i chociaż za nazwę odpowiedzialni są turyści – dziś określenia „chicken bus” używają również mieszkańcy Gwatemali. Podczas podróży chicken busem zwierząt co prawda nie uświadczyliśmy, ale ludzi nam nie brakowało…
Dworzec we Flores, proporcja liczby siedzeń do liczby pasażerów wynosi 1:1. Ruszamy i mkniemy przez Gwatemalę tempem co najmniej zawrotnym mijając po drodze zieleń, zieleń i zieleń. Gwatemalskie wioski migają za oknami, a gdy przystajemy – uliczni sprzedawcy podbiegają do okien chicken busa chcąc sprzedać nam zimne napoje, mleko kokosowe i owoce mango.

Bus sprzedawcy

Na stacji benzynowej odbywa się radosne mycie chicken busa, po którym czeka nas przeprawa przez jezioro.

DSCN6481

DSCN6506

Ruszamy dalej, a liczba pasażerów momentami dwukrotnie przekracza liczbę siedzeń – kto może, ten siedzi, jedni kulą się na podłodze, inni stoją powykręcani pod niskim dachem, przysiadają piętrowo, opierają się o towarzyszy podróży i ze świętą cierpliwością znoszą wszelkie podskoki, szarpnięcia i gwałtowne zakręty.

DSCN6512

DSCN6514

Poza tłokiem dokucza nam upał – w chicken busie jedyną klimatyzację stanowią otwarte okna, a powietrze które wpada do środka, ma temperaturę nawiewu z gorącej suszarki.

Po kilku godzinach podróży wysiadamy w mieście Coban, by po chwili wsiąść do kolejnego chicken busa, który na szczęście jest już nieco mniej zatłoczony. Kierowca zaczyna od gwałtownego zakrętu i rusza wiejską, wyboistą drogą nie szczędząc gazu. Po kilku kilometrach zatrzymujemy się w środku maleńkiej wioski, kierowca wysiada, a na jego spotkanie wychodzi rozpromieniona i bardzo obfita gwatemalska pani. Kierowca i pani stają naprzeciw siebie, rozmawiają dłuższą chwilę, po czym pani głaszcze pana po policzku. Pan przytula panią i dotyka jej włosów. Stoją tak przytuleni i uśmiechnięci, jeszcze kilka czułych słówek, jeszcze jeden pocałunek „na do widzenia”, po czym pan wsiada do busa, zawraca… i wraca tą samą drogą, prosto do Coban, dokładnie tam skąd przyjechaliśmy! Ponieważ prywatna wycieczka naszego kierowcy trwała dobre 20 minut, pędzimy teraz w szalonym tempie po kolejnej, pełnej zakrętów i dziur drodze. Po kilku minutach skręcamy w inną stronę i przez chwilę zastanawiam się, czy przypadkiem nie jedziemy do kolejnej narzeczonej naszego kierowcy… Tak, chicken bus to zdecydowanie lokalne doświadczenie, podróż z wycieczką zorganizowaną na pewno wyglądałaby inaczej.

Po godzinie skakania na każdym wyboju docieramy do wioski Languin – to już kres podróży chicken busem. Dalsza droga pnie się ostro pod górę i wymaga znacznie wyższego zawieszenia – wsiadamy więc na tył mini ciężarówki i chwytamy się mocno metalowego stelaża, a razem z nami jadą mieszkańcy okolicznych wiosek.

DSCN6675

DSCN6628

Jazda mini ciężarówką trwa 40 minut, a po drodze rzuca nami na prawo i lewo i chyba tylko cudem nie spadamy w jedną z wielu malowniczych przepaści. A wszystko po to, by dojechać tu.

Semuc Champey z góry

Urokliwy Semuc Champey sprawia, że Gwatemala pnie się niemal na szczyt listy najpiękniejszych krajów, które odwiedziłam. Semuc Champey to odległe i zupełnie unikalne miejsce, gdzie krystalicznie czysta woda przelewa się przez serię naturalnych basenów, ponad 100 gatunków ptaków śpiewa wesoło w lesie tropikalnym, a widok rozciągający się ze wzgórza zapiera dech w piersiach!

Semuc Champey

W miejscu, w którym płynąca przez dżunglę rzeka Cahabon kryje się pod ziemią, swój początek biorą wapienne formacje, tworzące ciąg naturalnych basenów. Jedna odnoga Cahabon kryjąc się pod ziemią tworzy podziemną rzekę, a druga płynie leniwie poprzez wapienne formy napełniając je turkusową i przejrzystą wodą, w której z radością pluszczą się nie tylko turyści i lokalni, ale również niewielkie rybki.

Semuc Champey

Urokliwe baseny są ze sobą połączone naturalnymi przejściami, platformami z których można skakać (miejscami woda jest naprawdę głęboka) i zjeżdżalniami, które każdego potrafią rozpędzić i wciągnąć pod wodę. Poza pływaniem, skakaniem i leżeniem baseny to również idealne miejsce na przymusowy peeling stóp – naprawdę trudno jest opędzić się od małych rybek, które radośnie podgryzają naskórek na piętach.

Semuc Champey

Semuc Champey to zdecydowanie 100% Gwatemali w Gwatemali – to nienaruszony, unikalny pomnik przyrody oraz infrastruktura tworzona wyłącznie przez mieszkańców pobliskich wiosek. Ubogie chaty ciągną się wzdłuż drogi, a lokalni Gwatemalczycy co rano pakują aż po brzegi wielkie kosze i wyruszają do Semuc Champey, by sprzedawać turystom domowej roboty czekoladę (kakao z domieszką cukru), owoce i zimne napoje, a znajdujące się w okolicy hostele dumnie obwieszczają: „100% locally owned” (W 100% własność lokalna).

Semuc Champey, dzięki znacznej odległości i niedogodności transportowej, wciąż pozostaje nietkniętym skarbem natury – nienaruszony przez komercję zachwyca naturalnym pięknem. Jednak to miejsce co roku odwiedza coraz więcej turystów – a wraz z nimi przybywa hosteli i restauracji, które wciąż jeszcze są”100% locally owned”. Ale w odległej o zaledwie 75 km miejscowości Coban już czeka kolorowa restauracja Mc Donald’s…



This entry was posted in Gwatemala and tagged , , . Bookmark the permalink.

10 Responses to Chicken busy i Semuc Champey, czyli 100% Gwatemali w Gwatemali.

  1. ja says:

    chciałbym tylko zauważyć, że ten busik na zdjęciach to nie chicken bus tylko już droższy, całkiem komfortowy środek lokomocji. Prawdziwy chicken bus to sprowadzony z US autobus (w US żółty, w AC zazwyczaj pomalowany na tęczowo), który tam woził 10 latków, a tutaj wozi wszystko. Siedzenia są tak gęste, że dla 10 latka mającego malutkie nóżki wszystko jest OK ale dla dorosłego człowieka jest już zupełnie inaczej. Ponadto oczywiście na jednym siedzeniu siedzi cała rodzina.
    Takim autobusem właśnie przewozi się wszystko, włącznie z kurami i „materiałami budowlanymi” na dachu. Transport busem to już luksus i rozrzutność!

    • agagnesa says:

      Oczywiście, takie szkolne, amerykańskie autobusy również jeżdżą po gwatemalskich drogach – i dziś przedostaliśmy się jednym z nich z Antigua do Panajachel. Ale to właśnie te małe busiki (ze zdjęcia) są tu określane mianem „chicken busów” – i to w nich ludzie siedzą piętrowo, chociaż co prawda w szkolnym też luźno nie było (więcej na ten temat będzie w kolejnych wpisach). Może szkolne autobusy są zwane chicken busami w innym regionie Ameryki Centralnej?

      • agagnesa says:

        Oficjalne sprostowanie: każdy transport publiczny w Gwatemali jest określany mianem „chicken busów”. I małe busiki – i duże, kolorowe, „szkolne” autobusy:)

  2. Misia Dudi says:

    Namiętnie publiczna randka pana kierwcy rulez! Dlaczego nas nie stać na takie akcje? Jak Cię czytam, to znowu mnie drapie tu i tam i chciałoby się wyruszyć…

  3. agagnesa says:

    Zaraz się zorientujemy i damy znać:)

  4. AniaAlboth says:

    Pięknie jest na pewno, ale z „nienaruszony przez komercję” się nie zgodzę :)

    • agagnesa says:

      Jedynymi przedstawicielami komercji, jakich tam spotkaliśmy – byli turyści. Żadnych budek z hamburgerami, żadnych canopy tours, żadnych restauracji, lotów helikopterem ani sprzedawców pamiątek. Tylko natura…:) Ale wszystko jest kwestią definicji „komercji”.

  5. Anita says:

    Miło to u Ciebie na blogu :)
    Semuc Champey faktycznie jest piękny. Mnie również cieszyło, że nie ma tam tylu sprzedawców „wszystkiego”, co już np. w Meksyku w najciekawszych miejscach jak Palenque czy Agua Azul. W Semuc tylko turyści, choć ich też dużo. Ale muszę się nie zgodzić co do jednego. W Gwatemali spędziłam trzy miesiące, podróżując po kraju i ucząc się tam hiszpańskiego i muszę przyznać, że chickenusy to są tylko i wyłącznie duże żółte autobusy, czyli stare szkolne pojazdy sprowadzane ze Stanów i żadne inne :) I w sumie mówią tak na nie tylko turyści, bo miejscowi nazywają je po prostu „camioneta”.
    Pozdrawiam serdecznie

    • agagnesa says:

      Witam:) Podobnie jak Ty, wielu podróżników zwracało mi uwagę, że mianem „chicken busy” określa się tylko duże autobusy. Jednak ja w Gwatemali słyszałam kilka razy, jak Gwatemalczycy nazywali „chicken busami” praktycznie każdy rodzaj publicznego transportu… Ten spór jest więc chyba nie do rozstrzygnięcia:) Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>