San Marcos La Laguna – miejsce ze szczególną energią…

Lago Atitlan

- Przyjeżdżam tu co roku, już od 20 lat – mówi pan Ernest. – To miejsce po prostu mnie przyciąga.
- Przyjechałam półtora roku temu, tylko na 2 tygodnie – opowiada Estera. – I zostałam na stałe.
- Pewnego dnia postanowiłem kupić tu ziemię i zbudować dom – wspomina Pete. – Bo to jest niezwykłe miejsce, z niezwykłą energią.

Znajdujące się w południowej Gwatemali Lago Atitlan jest najgłębszym jeziorem Ameryki Centralnej. Otoczone przez liczne wzgórza i osnute mgłą wygląda magicznie – bo kto wie, co czai się kilka metrów dalej, w gęstej bieli? I kto wie, jaką energię kryje tak naprawdę tajemnicze Lago Atitlan?

Lago Atitlan

Pradawna energia jest starsza niż samo jezioro, a po raz pierwszy dała o sobie znać już 11 milionów lat temu. Wtedy to w rejonie dzisiejszego Atitlan rozpoczęła się pierwsza aktywność wulkaniczna, która przez miliony lat rzeźbiła teren przyczyniając się do powstania trzech pobliskich wuklanów, licznych wzgórz, dolin oraz samego jeziora. Atitlan jest jeziorem wulkanicznym – jego woda wypełnia część kaldery powstałej podczas erupcji wulkanu 48 000 lat temu. Jezioro rozciąga się na ponad 130 km kwadratowych, a jego wody stoją w miejscu, nie płyną do morza. Czy stojąca woda oznacza złą energię? Innego zdania byli starożytni Majowie, którzy ok. roku 600 p.n.e. wybrali Lago Atitlan na swoją siedzibę. Znaleziska archeologiczne pozwalają przypuszczać, iż u brzegów jeziora znajdowały się wysokorozwinięte miasta Majów (część odnalezionych przedniotów znaleziono pod wodą, co sugeruje, że brzeg znajdował się wówczas znacznie niżej).

DSCN6876

Obecnie Lago Atitlan staje się obowiązkowym punktem wyprawy do Gwatemali – jest piękne, tajemnicze i ma wiele do zaoferowania. Wokół jeziora znajduje się 13 miast i wiosek, a do niektórych można się dostać tylko lokalną łodzią.

Lago Atitlan

Miasteczko Panajachel przyciąga miłośników życia nocnego, San Perdo La Laguna to raj dla backpackersów i amatorów wulkanów – na pobliski wulkan San Pedro prowadzi trzygodzinny szlak (z którego rozciągają się przepiękne widoki dla każdego, kto zapłaci za wstęp 100 quetzali). A San Marcos La Laguna przyciąga… spirytualistyczną energią.
Z Panajachel do San Marcos La Laguna płyniemy łodzią.

San Marcos

Mijamy położone tuż przy brzegu biedne wioski Majów, eleganckie hotele dla turystów i ekstrawagandzkie posiadłości ekspatów. Nad jeziorem unosi się biała mgła, nie widać wulkanu i nie słychać nic poza szumem silnika. Wysiadamy na drewnianym pomoście.

San Marcos La Laguna

Dwóch małych chłopców (Majów) próbuje pomóc nam przy wyjmowaniu bagaży, a kilka kroków dalej siedzi siwy pan z długimi włosami i długą brodą. Pan wygląda jakby medytował, a aparycja wytrwałego hipisa dodaje mu szczególnego uroku. Chłopcy z całej siły ciągną plecaki – i upadają pod ich ciężarem na pomost, po czym dają za wygraną.

- De donde eres? – jeden z chłopców pyta mnie, skąd jestem.
- Soy de Polonia – odpowiadam, że z Polski.

- Jak podróż minęła? – słyszymy zadane po polsku pytanie. Unosimy głowy i widzimy medytującego „hipisa”, który przedstawia się nam jako Ernest. Pan Ernest ma już ponad 60 lat (choć nie wygląda nawet na 50!), jest Polakiem i przyjeżdża do San Marcos La Laguna co roku, od ponad 30 lat. Coś go tutaj ciągnie – to dobre miejsce dla rozwoju duszy. Tu można medytować i mieć kontakt z energią spirytualistyczną. Tu właściwie każda chwila jest medytacją – wystarczy przysiąść na pomoście i spojrzeć w jezioro. Albo przystanąć w pobliskim lesie. To miejsce przyciąga pana Ernesta co roku i zatrzymuje na wiele tygodni.

San Marcos La Laguna przyciąga nie tylko pana Ernesta – w miasteczku znajdują się liczne ośrodki oferujące zajecia z jogi, kursy medytacji, reiki, kursy słońca i kursy księżyca a nawet nauka stawiania tarota.

San Marcos

San Marcos

San Marcos

W pobliżu jeziora czujemy się niemal jak na nowojorskim Bedford – więcej jest tu białych joginów z dredami, warkoczykami i w szerokich spodniach niż Majów, prawdziwych mieszkańców San Marcos La Laguna.

San Marcos

Przybywający licznie amatorzy spirytualistycznej energii spędzają w San Marcos La Laguna wiele tygodni a nawet miesięcy – medytują, biorą udział w przeróżnych kursach, doświadczają „spirytualistycznej” energii, a nawet zostają tu na stałe…

Pete pochodzi z Niemiec. Pewnego dnia postanowił odbyć podróż dookoła świata, a że nie spieszył się – zajęła mu ona ponad 10 lat. Odwiedził plemiona zamieszkujące odległe góry Pakistanu i zapomniane wioski chińskich prowincji, widział nieznane cuda kultury Iranu i pustynne stepy Mongolii – ale to właśnie San Marcos La Laguna przyciągnęło go w sposób szczególny. Pete kupił ziemię i postanowił zbudować tu dom – ale nie w centrum miasteczka, tylko dużo dalej, tuż przy osiedlu Majów. Przygotował teren, zasadził kawę na zboczu góry, z pomocą lokalnych Majów postawił fundamenty i… poznał Esterę.

Estera pochodzi z Izraela i od lat uczy jogi. Do San Marcos La Laguna przyjechała tylko na 2 tygodnie – przyciągnęła ją sława owej niezwykłej energii. Po kilku dniach poznała Pete’a – i postanowiła zostać z nim na stałe. Mieszkają teraz razem w domu, który wciąż jest w trakcie budowy. Cieszą się uprawą kawy, pięknym widokiem i wspaniała pogodą, ale wszystkie drzwi i okna zawsze zamykają na klucz (tak – każde okno posiada zamek). Przed zamkniętym domem siedzi wielki pies, a nieco dalej jest metalowa brama. Ogrodzenia jeszcze nie ma… ale będzie. Wkrótce. Tuż za bramą znajduje się biedne osiedle Majów.

San Marcos

San Marcos

- Chcecie iść na spacer szlakiem do następnej wioski? – pyta Estera. – Weźcie maczetę, ale nieście ją tak, żeby było ją widać. Jeżeli idziecie we dwoje z maczetą, to nikt was nie napadnie.

- Musicie zrozumieć tych ludzi – mówi Pete. – Oni nie mają nic… To nie są zbrodniarze, to po prostu biedni chłopi, którzy szukają łatwej okazji. Zawsze mają przy sobie maczety, bo to ich narzędzie pracy. Gdy widzą samotnego turystę, łatwo jest im go okraść…

Przewodnik Lonely Planet z roku 2012 ostrzega: na szlakach wokół jeziora Atitlan często czyhają rabusie. Co roku zdarzają się napady i kradzieże.
Przewodnik Lonely Planet z roku 2007 ostrzegał: na szlakach wokół jeziora Atitlan często czyhają rabusie i zbrodniarze. Co roku zdarzają się napady, kradzieże, gwałty i morderstwa…

- Czy to znaczy, że z roku na rok jest coraz lepiej? – pytam Pete’a.
- Ciężko powiedzieć – odpowiada zamyślony. – Ciężko powiedzieć…

Idziemy główną uliczką osiedla Majów – i jesteśmy tak bacznie obserwowani, że nie odważam się nawet wyjąć aparatu. Chłopcy wołają do nas „hola” (cześć), kobiety uśmiechają się, ale mężczyźni nie spuszczają nas z oczu. Jest środek dnia, idziemy we dwoje i z maczetą – ale i tak czuje się w powietrzu „złą” energię… Jest to energia obserwowania naszego plecaka, oglądania naszych butów i kieszeni, energia kilku nastoletnich chłopców wymieniających porozumiewawcze spojrzenia i energia oceniania naszej maczety… Jest to energia, która bynajmniej nie przyciąga.

- Obrabowali dziś szkołę – mówi wieczorem Pete. – Ukradli wszystkie komputery.
- Kto?
- Majowie. Oczywiście nie wiadomo kto dokładnie… Ale mam nadzieję, że teraz ktoś zajmie się bezpieczeństwem w tym mieście.
- Ja też mam taką nadzieję – mówi John, Amerykanin, który cztery miesiące temu kupił ziemię w San Marcos La Laguna. – Chciałoby się mieszkać gdzieś, gdzie jest bezpiecznie…

Jest wieczór, Pete i John wrócili ze spotkania ekspatów, na którym zastanawiali się, w jaki sposób poprawić bezpieczeństwo w okolicy. Wynająć prywatnych ochroniarzy? Zamontować alarmy w domach? Skierować apel do władz?
Siedzimy w zamkniętym domu Pete’a, tuż przy osiedlu Majów – a dwieście metrów dalej znajduje się ośrodek medytacji i jogi, gdzie przybyli turyści korzystają z dobrej energii tego miejsca. Miejsca, które przyciąga – najpierw na kilka tygodni, potem na kilka miesięcy, potem na stałe… A potem? Na razie nikt nie mówi o wyprowadzce, ale ja po cichu cieszę się, że już za kilka dni opuszczamy to miejsce. I myślę, że być może w tej właśnie chwili kolejny miłośnik dobrej energii postanawia kupić tu ziemię, wybudować dom i osiedlić się na stałe. Czy przed podjęciem decyzji wyjdzie z bezpiecznego i malowniczego ośrodka medytacji, aby przywitać się z Majami? Aby poznać ich codzienne problemy i potrzeby?

Ośrodek jogi i medytacji to teren przybyszów, miejsce na pochłanianie „dobrej” energii. Pobliskie osiedla to teren Majów, to ich świat, ich sposób na życie i ich „energia” – zupełnie inna od tej z ośrodka jogi i medytacji. To energia, którą warto poznać przed podjęciem decyzji – bo zamieszkanie na stałe to nie wakacje. To nie bezpieczny ośrodek w centrum miasteczka i codzienne medytacje – to życie z lokalnymi ludźmi, z ich sprawami i problemami. I z lokalną energią, tak daleką od tej z wakacyjnego ośrodka.



This entry was posted in Gwatemala and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to San Marcos La Laguna – miejsce ze szczególną energią…

  1. AniaAlboth says:

    ” ja po cichu cieszę się, że już za kilka dni opuszczamy to miejsce „, hehe, mieliśmy dokładnie te same odczucia!

  2. Alanda says:

    Narazac się na choroby i utrate zdrowia aby zobaczyć cudowny wulkan ,po to tylko aby później docenic nasza biede w Polsce… nie zazdroszczę ! Zycze szczęśliwego powrotu i dużo sił

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>