Wulkaniczna natura El Salvadoru.

Wulkanów w El Salvadorze nie brakuje (podobnie jak w innych krajach Ameryki Centralnej). W samym El Salvadorze jest ich 22, z czego 6 to wulkany aktywne. Aż 3 wulkany znajdują się w Parku Narodowym Cerro Verde, a jednym z nich jest imponujący wulkan Izalco.

Wulkan izalco El Salvador

Wysoki na 1950 metrów góruje majestatycznie nad okolicą i wydaje się oazą spokoju. Izalco jest wulkanem aktywnym, ale milczy już od 1966 roku i jest to jego najdłuższe milczenie.

Izalco to najmłodszy wulkan El Salvadoru – liczy sobie zaledwie 243 lata. Od chwil swych narodzin w 1770 roku aż do roku 1958 Izalco wybuchał niemal bez przerwy zyskując miano Latarni Pacyfiku, a jego erupcja w 1926 roku pogrzebała pobliską wioskę Matazano wraz z jej 56 mieszkańcami. W roku 1966, po kolejnej erupcji, wulkan zamilkł. Słuchamy tego niepokojącego milczenia, a wraz z nami przysłuchują się mu inne pobliskie wioski i miasteczka…

Wstęp do parku Cerro Verde kosztuje $3. Chcemy wejść na wulkan Santa Ana – i od razu dowiadujemy się, że opłata dla przewodnika to kolejny $1.
- Wolelibyśmy iść bez przewodnika – zagaduję pracowniczkę parku.
- To niemożliwe – słyszę w odpowiedzi. – Każdy musi iść w grupie, z przewodnikiem. Takie są zasady parku.

Po chwili zbiera się większa grupa, a wraz z przewodnikiem wita nas dwóch umundurowanych i uzbrojonych policjantów. Przedstawiając się tłumaczą, że ich zadaniem jest czuwać nad naszym bezpieczeństwem. Aktywny wulkan Santa Ana nie jest dla nas zagrożeniem, ale aktywni rabusie z okolicy to zupełnie inna sprawa… (policjanci nie pobierają żadnych dodatkowych opłat).

Ruszamy. Na początku grupy idzie pierwszy policjant, tuż za nim przewodnik, potem cała grupa, a pochód zamyka drugi policjant.

Szlak na wulkan Santa Ana

- Chyba trochę przesadzają – dzielę się swoimi przemyśleniami z idącym obok Anglikiem, który podróżuje po Ameryce Centralnej ze swoją dziewczyną.
- Niekoniecznie – odpowiada Anglik. – Na Trip Advisor czytaliśmy, że w styczniu tego roku aż 17 osób zostało napadniętych i obrabowanych na tej trasie.

Jak okazuje się po drodze, wulkan Santa Ana dostarcza niezliczonych atrakcji różnego rodzaju. Już po kilkuset metrach przystajemy przy drewnianej bramce, a za przejście przez nią musimy zapłacić po $1 od osoby (opłatę inkasuje uśmiechnięty, starszy pan). Po kolejnych kilkuset metrach docieramy do drewnianej chaty, gdzie cały zastęp lokalnych Salwadorczyków pobiera wspólnie opłatę $6 od osoby (wszystko z pełną księgowością – każdy płatnik zostaje zapisany w specjalnej księdze i otrzymuje nawet pokwitowanie). Wulkan Santa Ana leży co prawda na terenie parku narodowego, ale szlak na szczyt wiedzie przez ziemie należące do dwóch różnych, prywatnych właścicieli…

Ruszamy dalej, wyżej, w kierunku krateru. Szlak początkowo biegnie przez las, następnie wychodzimy na otwartą przestrzeń, gdzie pomiędzy zaschniętą lawą rosną tylko kaktusy. Chwilami spowija nas gęsta mgła, policjanci z poważnymi minami rozglądają się dookoła a przewodnik opowiada o wulkanie.

Wulkan Santa Ana

Santa Ana, wysoki na 2381 metrów, jest najwyższym z wulkanów w El Salvadorze. Jest to wulkan wciąż aktywny, a jego ostatnia erupcja w 2005 roku zabiła dwie osoby i zmusiła wielu mieszkańców okolicznych wiosek do opuszczenia swoich domów. Na szczycie dowiadujemy się również, że Santa Ana jest jednym z najpiękniejszych wulkanów w okolicy…

Krater Santa Ana

Gdy docieramy do krateru, naszym oczom ukazuje się jezioro, którego para nieustannie unosi się w powietrzu. Do jeziora wpływa woda o temperaturze 80 stopni Celsjusza, wprost z wulkanicznego źródła.

Krater Santa Ana

Santa

Stoimy w milczeniu podziwiając ten przerażający cud natury, a do naszych uszu dobiega szmer.
- To lawina – mówi przewodnik. – Małe lawiny kamieni z brzegów wciąż wpadają do krateru.
Na piękno wulkanu zupełnie nieczuli pozostają policjanci, którzy z użyciem lornetki dokładnie oglądają rozległy szczyt Santa Ana, bynajmniej nie w poszukiwaniu wulkanicznych atrakcji…

Santa Ana

Po dłuższej chwili schodzimy na dół, policjanci odprowadzają nas do samego wejścia do parku, a wyprawa odbywa się bez najmniejszego incydentu.

Innym aktywnym wulkanem El Salvadoru jest San Salvador, u którego stóp rozciąga się stolica o takiej samej nazwie. Na wulkan San Salvador nie trzeba jednak wchodzić – na sam szczyt prowadzi asfaltowa droga, a krawędzie krateru znajdują się na terenie parku narodowego (w którym jest nawet muzeum!).

DSCN7175

Wulkan San Salvador, wysoki na 1893 metry, pozostaje aktywny a jego ostatnia erupcja miała miejsce w 1917 roku. Dno krateru jest otwarte – wyszkoleni wolontariusze regularnie schodzą na dół, a nielicznych śmiałków przyciąga nadzwyczajna bliskość żywiołu.

DSCN7197

Jednak żywioł nie dopuści do siebie każdego – miejscami trasa wymaga trudnej wspinaczki, zwłaszcza w drodze powrotnej (wiem to z relacji Szymona, który zdecydował się zejść na dół, a po powrocie jego ręce, dłonie i ubranie nie pozostawiały wątpliwości co do tego, że mocował się z żywiołem…).

Aktywność wulkaniczna nie pozostaje bez wpływu na naturę, w tym również na… pobliskie plaże przy Pacyfiku.

DSCN7288

Wzdłuż wybrzeża El Salvadoru ciągną się wulkaniczne plaże, których czarny kamienisty piasek jest jasnym (a raczej ciemnym) świadectwem ich pochodzenia. Fragmenty zastygłej lawy tuż przy Pacyfiku są teraz wybiegiem dla licznych surferów, którzy szczególnie upodobali sobie plaże w okolicy nadmorskiej miejscowości La Libertad.

Wulkaniczna natura El Salvadoru to piękno i zagrożenie. Wulkany milczą, lecz mimo wszystko pozostają aktywne – gorące jeziora parują, ziemia drży, a czarne piaski wulkanicznych plaż wciąż przypominają o niebezpieczeństwie. Ale wulkany w Ameryce Centralnej to dużo więcej, niż tylko cud natury – to coraz bardziej rozwijający się biznes turystyczny. Liczne agencje oferują różnorodne wyprawy na wulkany: nocne wejścia z podziwianiem prawdziwej lawy; pikniki na zboczach kraterów, a nawet zjazdy na deskach surfingowych po zboczach wulkanów. Chętnych wciąż przybywa, a szyld reklamowy jednego z hostelów w Nikaragui głosi:

DSCN7706

Oczywiście, mowa tu o lawie z oddali, ujarzmionej, bezpiecznej, oglądanej jak dzikie zwierzęta w Zoo – z odpowiedniej odległości i przez kraty. Któż nie chciałby zobaczyć takiej lawy…?



This entry was posted in El Salvador and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Wulkaniczna natura El Salvadoru.

  1. QWERT says:

    A podobno ‚(…) w Salwadorze co dzień sensacje’
    youtube.com/watch?v=iX8xvIUIE0w

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>