Nikaragua: z kolonialnej Granady prosto do dzikiej dżungli.

Laguna de Apoyo, Nikaragua

Malownicze jeziora, rozległe dżungle, dzikie wybrzeże karaibskie, liczne wulkany i historyczne miasteczka kolonialne sprawiają, że Nikaragua z roku na rok przyciąga coraz więcej turystów. Dodatkowym atutem są ceny – niemal o połowę niższe, niż w sąsiedniej Kostaryce.

Nazwa „Nikaragua” powstała z połączenia słów „agua”, co po hiszpańsku oznacza wodę i „Nicarao”. Nicarao było największym plemieniem zamieszkującym tereny dzisiejszej Nikaragui, gdy dotarli tam Hiszpanie. Na wieść o złocie, które miało wypełniać dziką Nikaraguę od Pacyfiku aż do Morza Karaibskiego, hiszpańscy kolonizatorzy przybyli tłumnie, po czym zabrali się do budowy miast kolonialnych – i tak powstała Granada.

Zasoby złota okazały się niewielkie, natomiast kolonialna Granada, po latach służenia za port handlowy, dziś przeżywa swój złoty wiek dzięki żywo rozwijającej się turystyce.

DSCN7772

Leżąca tuż przy brzegu jeziora Nikaragua Granada to miejsce, w którym wciąż odnaleźć można czar minionej epoki. Sercem miasta jest Park Centralny, a okalające go kamieniczki z rozległymi arkadami dają cień, który w ciągu dnia jest jak oaza w środku pustyni.

DSCN7770

Tuż przy parku stoi katedra, a wąskie uliczki stąd właśnie biorą swój początek – i rozchodzą się na wszystkie strony świata. W kolonialnych budynkach w szybkim tempie powstają kawiarnie, cukiernie, restauracje, puby, hotele i hostele. Amerykańscy ekspaci kupują mieszkania w historycznych kamienicach stojących w samym centrum i tym samym windują ceny nieruchomości do nieosiągalnych dla Nikaraguańczyków poziomów. Miasto, z roku na rok, zmienia się. Wciąż jeszcze senne i spokojne wydaje się nie przerywać popołudniowej sjesty – ale pierwsze kawiarniane stoliki już zostały wystawione na plac i ulice.

Granada

Turyści coraz dłużej przesiadują w nowo powstających knajpkach, a hostele z pokojami w cenach już od $5 za osobę przyciągają coraz więcej osób. Ale tuż obok Granady jest miejsce, które przyciąga jeszcze bardziej i pochłania nawet na długie lata.

Granada leży tuż obok dzikiej dżungli – i to właśnie do dżungli jadą wszyscy zmęczeni miastem, ludźmi i cywilizacją…

Przed laty do dżungli uciekł Rick – Amerykanin, który wypił w swoim życiu o jedną Coca-colę za dużo. Wypił, zgniótł puszkę, wyrzucił ją do kosza i wyjechał. Dżungla w Nikaragui była równie dzika i trudna do przebycia, jak miejska dżungla amerykańskiej metropolii – ale znacznie przyjaźniejsza. Rick postanowił, że w dżungli zostanie – i wybudował tam domek na drzewie, potem drugi, trzeci… a dziś ma już cały hostel złożony z domków na drzewach, położonych w dżungli, tylko 15 minut od Granady.

domek na drzewie w dżungli

Dżungla przyciąga wielu śmiałków – turyści pragnący kontaktu z naturą przybywają do domków na drzewie na kilka dni, a ekspaci pragnący zmienić swoje życie zostają tu nawet na wiele miesięcy w charakterze wolontariuszy.

hamaki, dżungla

DSCN7887

Dżungla to miejsce niezwykłe – tu czas płynie inaczej. Żar słoneczny leje się z nieba płosząc ptaki, małpy i ludzi – już pierwsze poranne promienie zmuszają każdego do poszukiwania cienia. W środku dnia dżungla ani drgnie – zabójcza temperatura paraliżuje wszelki ruch, absolutna cisza wisi w powietrzu i nawet wiatr wydaje się czekać na wieczór. Zegary prawie stoją w miejscu, słońce nie spieszy się w drodze ze wschodu na zachód, a czas jest jak guma – każda chwila ciągnie się w nieskończoność. Taki dzień należy spędzić w hamaku, w cieniu, spokojnie, po cichu. Gdy wreszcie słońce zbliży się do linii horyzontu, przyroda ożywa. Małpy, tak ciche w środku dnia, zaczynają wydawać dzikie odgłosy spośród gęstych drzew, mrówki i inne owady przygotowują się do bogatego życia nocnego, a ludzie podnoszą się ospale z hamaków, by podziwiać zachód słońca.

zachód słońca w dżungli

Pomiędzy angielskim turystą a amerykańskim wolontariuszem dostrzegam starszego Nikaraguańczyka z maczetą w jednej i latarką w drugiej ręce. Nikaraguańczyk spaceruje pomiędzy innymi i jako jedyny nie patrzy na zachód słońca. Pan z maczetą dobrze wie, że wraz z dżunglą do życia budzą się i ludzie – również ci, którzy gotowi są przybyć do hostelu w celach innych, niż odpoczynek.

Nieco później pan z maczetą puka do naszego pokoju i pokazuje nam, jak zamknąć drzwi na noc. Po krótkiej rozmowie pan udaje się na hamak, który wisi… tuż pod podłogą naszego domku. Ale co godzinę będzie się budzić i robić obchód pomiędzy domkami hostelu. Tak na wszelki wypadek.

Nocą dżungla jest jak Nowy Jork w ciągu dnia – hałas, zgiełk i tłumy przelewające się we wszystkich kierunkach. Groźne okrzyki małych małp mogą przyprawić o dreszcze nawet najodważniejszych, a przypadkowy krok w siedlisko „fire ants” („ognistych mrówek”) grozi naprawdę poważnymi konsekwencjami. Ciepłe, nocne powietrze jest pozbawione słonecznego żaru – ale spacer bez grubej warstwy odpowiedniego spray’u na skórze jest jak zaproszenie owadów na wystawną kolację. W dżungli nie ma zwykłych komarów – te, które są, po prostu zjadają biednych turystów żywcem zostawiając krwawe ślady i opuchliznę. Bo gdy jesteś w dżungli, w ciągu kilku sekund stajesz się częścią ekosystemu.

Dżungla pochłania i niełatwo stąd wyjechać. Rick został, mieszka tu już wiele lat i wciąż dostaje zgłoszenia od kolejnych wolontariuszy – w tej chwili jest ich nawet więcej, niż klientów hostelu! Ci, którzy zostają tu na dłużej, nie wyobrażają sobie powrotu do cywilizacji. W każdym razie nie teraz. Może kiedyś. Teraz nie wiedzą jeszcze, co robić z życiem. Najpierw muszą sobie w głowach pewne rzeczy poukładać, zrobić plany, podjąć decyzje. Ale to nie teraz. Teraz jest dżungla. W dżungli nie trzeba podejmować żadnych decyzji – tu każdy dzień wygląda podobnie. Tu trzeba tylko przetrwać upał i doczekać do wieczoru, a potem zrelaksować się w przyjemnym cieple wieczoru i z grubą warstwą środka na komary na skórze. Jack jest tu już 10 miesięcy, Ana 5 miesięcy, Jessica 3… Tu jest wszystko, czego im w tej chwili potrzeba. Na razie nie myślą o powrocie. Na razie pochłania ich dżungla.



This entry was posted in Nikaragua and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Nikaragua: z kolonialnej Granady prosto do dzikiej dżungli.

  1. s says:

    Być może tak to wyglądało, kiedy Wy tam byliście, teraz niestety wygląda inaczej, albo mieliśmy, z dziewczyną inne odczucia. Właścicielem w połowie kwietnia 15r. byl sympatyczny Australijczyk, ale fakt, że właścicielem byl od zaledwie kilku tyg…z drugiej strony wątpię, żeby aż tak diametralnie zmienił charakter hostelu. Dla mnie miejscówka była średnią ucieczką od cywilizacji. Coca-coli i piwa, najdroższego jakie wypiłem w Nikaragui swoją drogą, było tam chyba zbyt wiele jak na miejsce poza cywilizacją, a głośna muzyka do 3 w nocy średnio umożliwiła mi delektowanie się dźwiękami nocy, nawet wobec faktu, iż spaliśmy dobre kilkadziesiąt metrów od baru, niżej, w hostelu. Oczekiwałem spokojnego miejsca do obserwowania dżungli, znalazłem dość drogą imprezownie z głośną muzą, imprezującymi amerykanami, duża ilością napojów gazowanych i obiadem za ‚only 5 bucks’, jak mnie poinformowano ( w wielu miejscach w Nikaragui można zjeść grubo poniżej 2 dolarów).

    Inna sprawa, że samo miejsce faktycznie jest pięknie i ciekawie położone, a atmosfera tam całkiem przyjemna, ludzi mili i otwarci. Po prostu to nie to, czego oczekiwałem od miejscówki w dżungli, więc podzielę się tym z innymi…5 dolarów +15% podatku(czyli prawie 6 dolarów) od osoby za spanie w namiocie uważam też za lekko wygórowaną cenę, w kraju, gdzie 15 km mam za 5 dolarów miejsce w hostelu z basenem i darmową kawą, ale to już inna kwestia, bo w końcu sam zgodziłem się na te cenę. Nie żebym odradzał miejscówkę, na 1 noc jest moim zdaniem OK, choćby po to żeby pokręcić się po lesie, czy zobaczyć plantacje kawy w pobliskiej fince, nazwy której niestety zapomniałem, ale to nie do końca to, czego bym się spodziewał. Pozdro!

    • agagnesa says:

      Ceny faktycznie były dość wysokie jak na Nikaraguę – również podczas naszego pobytu. Poza nami było niewielu gości i pewnie dlatego mieliśmy spokojny pobyt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>