Cerro Chirripo – tajemnica najwyższego szczytu Ameryki Centralnej.

Cerro Chirripo

Cerro Chirripo wznosi się dumnie na wysokości 3820 m. n.p.m. i spogląda z wyżyn nie tylko na Kostarykę, lecz również na pozostałe kraje regionu. Chirripo to najwyższy szczyt Kostaryki i całej Ameryki Centralnej, to również jedyne miejsce na przestrzeni setek kilometrów, w którym przydadzą się pełne buty, długie spodnie, a nawet kurtki, polary i rękawiczki. Nocą temperatura spada poniżej 0°C, a jedyne schronisko znane jest z nieszczelnych okien, lodowatej wody braku ogrzewania. Klimat Cerro Chirripo bliższy jest niższym partiom Himalajów, niż odległym zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów wioskom i miasteczkom.

San Gerargo de Rivas leżące u stóp Cerro Chirripo to baza wypadowa dla śmiałków zdążających na szczyt. Wioska pełna jest luksusowych hoteli i restauracji zdecydowanie nieprzyjaznych dla kieszeni budżetowego podróżnika – decydujemy się więc na nocleg w odległym o kilkanaście kilometrów San Isidro de El General. By nadrobić odległość, musimy wyruszyć o świcie – niestety jedyny autobus do San Gerardo jest o godzinie 9 rano…
Niezrażeni przeciwnościami komunikacyjnymi, o 7 rano jesteśmy już w autobusie jadącym do leżącego w połowie drogi Rivas – miasteczka, w którym kończy się asfalt. Wysiadamy z autobusu, ruszamy pod górę i raczej dla żartu próbujemy łapać „stopa”, ale już po chwili zatrzymuje się samochód z napędem 4×4, a sympatyczny Kostarykanin zaprasza nas do środka.

- Cerro Chirripo to bardzo szczególne miejsce – mówi Kostarykanin, podczas gdy auto podskakuje na wyboistej i krętej drodze, a my po raz pierwszy rozumiemy, że pasy bezpieczeństwa w samochodzie 4×4 to nie dodatek kosmetyczny, tylko absolutna konieczność.

- Byłem na szczycie wiele lat temu – kontynuuje kierowca. – Każdy, kto tu mieszka, przynajmniej raz w życiu powinien wejść na Chirripo.

Pytam, dlaczego szczyt Chirirpo jest tak szczególny, ale Kostarykanin nie chce mi odpowiedzieć, uśmiecha się tylko i życzy nam udanej wyprawy. Dziękujemy za podwiezienie i machamy na pożegnanie – samochód 4×4 odjeżdża w swoją stronę, a tajemnica Cerro Chirripo wraz z nim znika za pobliskim wzgórzem.

Do ranger station – miejsca, w którym kupuje się bilety – docieramy w okolicy 9 rano. Pan siedzący za biurkiem twierdzi, że jest już za późno i nie możemy dziś wyjść na szlak – sama droga zajmie nam przynajmniej 7 godzin. Po krótkiej rozmowie przekonujemy pana, by pozwolił nam iść – mamy doświadczenie w chodzeniu po górach.

Szczyt znajduje się w Cerro Chirripo Nacional Park, gdzie gęste lasy i rozległe doliny przenikają się nawzajem, a tapir mieszka pospołu z jaguarem. Pierwsze kilometry szlaku nagradzają pięknymi widokami okolicy.

okolice Cerro Chirripo

Dalsza droga wiedzie przez lasy, a każdy kilometr jest bardzo dobrze opisany – o zmianie wysokości informują nas nie tylko świszczące płuca, lecz również kolejne tabliczki.

tabliczka na szlaku do Cerro Chirripo, Kostaryka

Po drodze słyszymy nietypowe dźwięki, zatrzymujemy się i słuchamy w ciszy. Gwizdanie? Skrzypiąca huśtawka? Nie – to ukryte pomiędzy drzewami quetzale wydają tak hipnotyzujące odgłosy. Ptaki z gatunku quetzal niezwykle rzadko pokazują się publicznie – nam udało się uchwycić jedynie ich śpiew (jako że quetzale ukrywały się głęboko w lesie, film umieszczony poniżej radzimy oglądać z głośno ustawionym dźwiękiem).

Po koncercie quetzali ruszamy dalej, droga biegnąca pomiędzy drzewami pnie się ostro pod górę i zdradziecko opada w dół, aż w końcu las przerzedza się ustępując miejsca górskim krajobrazom.

DSCN8278

Temperatura spada drastycznie, ubieramy się we wszystko, co tylko mamy ze sobą i jeszcze przed zmrokiem docieramy do schroniska położonego na wysokości 3400 m n.p.m.

W schronisku nie można kupić jedzenia, nie ma również ogrzewania, ciepłej wody ani szczelnych okien. Jest za to zimna woda zdatna do picia, proste pokoje z twardymi łóżkami i woda w kranie o temperaturze lodowcowej. Są również inni podróżni, którzy chętnie użyczają nam gazu do gotowania, którego nie udało nam się kupić nigdzie od Meksyku. Gotujemy prostą kolację i przed 8 wieczorem, podobnie jak wszyscy goście schroniska, jesteśmy już w pokoju. O 8 wieczorem gaśnie światło – nie zostanie włączone aż do 6 wieczorem następnego dnia.

Po kilku miesiącach spędzonych w klimacie równikowym jesteśmy gotowi na temperaturę minusową. Wiele razy marzyliśmy wręcz o śniegu, o zachmurzonym niebie i o zimnym wietrze, który przyniósłby nam ukojenie. Ubrani we wszystko, co mieliśmy ze sobą i otuleni w ciepłe śpiwory zapadamy w sen, a rześkie powietrze gór wpadające przez nieszczelne okna to dla nas prawdziwa przyjemność.

Wstajemy wraz ze świtem, jemy szybkie śniadanie i przez oszronione trawy ruszamy na szczyt. Po drodze mijamy uszkodzony rurociąg – woda tryskająca na zewnątrz natychmiast zamarza.

DSCN8196

Przed nami rozciąga się przepiękny górski krajobraz – liczne szlaki prowadzą do licznych celów, a łańcuchy górskie wydają się ciągnąć w nieskończoność.

DSCN8204

Po półtorej godziny marszu docieramy na wierzchołek najwyższej góry Ameryki Centralnej.

Travelike.pl na szczycie Cerro Chirripo, Kostaryka.

Stojąc na szczycie Cerro Chirripo, można zobaczyć Pacyfik po jednej, i Morze Karaibskie po drugiej stronie. Rozglądamy się dookoła podziwiając jeziora, pasma, przełęcze i dolinki, ale zbyt słaba widoczność nie pozwala nam zobaczyć morza.

Widok z Cerro Chirripo, Kostaryka.

Ruszamy w dół – o 6 wieczorem musimy być w San Gerardo de Rivas, aby zdążyć na ostatni autobus do San Isidro de El General. Po drodze mijamy znane nam już krajobrazy i liczne zwierzęta zamieszkujące okolicę.

Jaszczurka w Cerro Chirripo National Park, Kostaryka.

Słońce wznosi się coraz wyżej wydobywając z krajobrazu intensywne kolory i zmuszając nas do szybkiego zrzucania kolejnych warstw ubioru.

DSCN8284

Do wioski docieramy o 5.50, ostatkiem sił dobiegamy do przystanku autobusowego i cieszymy się, że zdążyliśmy. Przystanek jest pusty – nikt poza nami nie czeka na autobus, a miejscowi przyglądają nam się z ciekawością. Dla pewności pytamy, czy o 6 wieczorem będzie autobus – miejscowi przecząco kręcą głową. Ostatni autobus odjechał o 4…

Ruszamy więc wyboistą drogą w kierunku Rivas – jeżeli będziemy mieć szczęście, dotrzemy tam w ciągu dwóch godzin i może jeszcze złapiemy autobus do San Isidro. Powoli zapada zmrok, z nieba kapie lekki deszcz. Mijamy ostatnie światła uliczne i idziemy już w zupełnej ciemności, a deszcz nasila się. Opatuleni w kurtki z kapturami, z latarkami w dłoniach zdążamy zupełnie pustą, ciemną drogą uważając, by nie wpaść do jednej z licznych dziur, gdy w oddali dostrzegamy majaczące światła samochodu. Auto zbliża się do nas powoli, a my w desperacji wyciągamy dłoń nie licząc za bardzo na sukces tego przedsięwzięcia – ale samochód zatrzymuje się i uśmiechnięty Kostarykanin zaprasza nas do środka.

- Czy jedzie pan do Rivas? Chcemy złapać stamtąd autobus do San Isidro.
- Zawiozę was do San Isidro, wsiadajcie!

Wsiadamy rozradowani, a pan pyta, czy byliśmy na Cerro Chirripo.

- Tak, to piękny szlak – odpowiadamy z uśmiechem.
- Cerro Chirripo to bardzo szczególne miejsce – pan zamyśla się patrząc w ciemność. – To wyjątkowy szczyt. Byłem tam raz, wiele lat temu…
Pan milknie, jak gdyby w głowie odtwarzał wspomnienia.

- Czemu Chirripo jest tak wyjątkowy? – już drugi raz zadaję to pytanie. Pan – podobnie jak nasz poprzedni rozmówca – nie odpowiada, uśmiecha się tylko tajemniczo.

- Każdy, kto tu mieszka, przynajmniej raz w życiu wchodzi na Cerro Chirripo – mówi nasz kierowca. – Przynajmniej raz… Cieszę się, ze podobała Wam się nasza wyjątkowa góra.

Kostarykanin opowiada nam o sobie – tu się urodził i dorastał, u stóp Cerro Chirripo. Później wyemigrował do USA, ale po latach wrócił do Kostaryki – po prostu za bardzo kocha swój kraj, by być tak daleko. Życie w Kostaryce jest zbyt piękne – zwłaszcza tuż przy Chirripo. Ludzie są przyjaźni i serdeczni, a każdy dzień spędzony w cieniu góry, to dobry dzień.

Słucham i nie pytam już więcej o Cerro Chirripo – widocznie tajemnica tego szczególnego szczytu nie jest dla każdego. Być może Cerro kryje coś, co dostępne jest tylko dla mieszkańców tej przepięknej okolicy. A my – turyści przybyli z odległych zakątków świata – możemy wejść na szczyt i podziwiać widoki, ale nie tajemnica góry pozostaje poza naszym zasięgiem. Tajemnica zostaje tam, gdzie jest jej miejsce – w gronie mieszkańców okolicy, którzy cieszą się z każdego dnia spędzonego w cieniu Cerro Chirripo.



This entry was posted in Kostaryka and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to Cerro Chirripo – tajemnica najwyższego szczytu Ameryki Centralnej.

  1. tuanjim says:

    Aż by się chciało w góry jechać…

  2. Dana says:

    Postanowilam napisac bo chce abyscie wiedzieli jaka rozpiera mnie duma, lub cokolwiek to jest a nie potrafie tego nazwac.
    Jestem pania przed 50-tka, ktora od wielu wielu lat mieszka poza granicami Polski. Podrozuje po swiecie od bardzo dawna, pasjonuje mnie Ameryka Srodkowa i Karaiby. W latach 80tych bylo tak niewiele podrozniczych ksiazek polskich autorow, lub byly niedostepne. Lata 90te to juz internet i opisy, ale nadal niewiele w jezyku polskim. Czlowiek czul sie taki odosobniony, Polka podrozujaca po swiecie musiala albo byc bardzo bogata, albo zajmowac sie polityka, badz miec nielegalne kontakty. Jeszcze w latach 90tych swiat Ameryki Srodkowej pojecia nie mial jakim jezykiem mowimy i czy Polska lezy w Skandynawii czy na Balkanach. Patrzono na mnie jak na dziwaka ze smiesznym akcentem.
    Dzisiaj gdy spotykam Polakow podrozujacych po swiecie autostopem, wypozyczajacych samochod lub latajacych samolotami, rozpiera mnie duma. Modzi ludzie dzisiaj sa tacy inni niz my gdy bylismy mlodzi. Macie swoje pasje, nie znacie granic i korzystacie z zycia w sposob, ktory nie byl traktowany za ‚normalny’ w moich czasach.
    Dzisiaj ja juz odpoczywam, nie wspinam sie na Machu Picchu czy nie schodze do Grand Canyon. Moje lata gdy wypoczynkiem byl wysilek fizyczny skonczyly sie, dzisiaj delektuje sie mochito i czytam Wasze blogi. I uwielbiam nie tylko Wasze opisy, ale to,ze sa po polsku! Ze sa ludzie, ktorzy mieszkaja w Polsce i podrozuja po swiecie; ludzie, ktorzy sa mlodzi i nie czuja tej presji dorabiania sie. Duma mnie rozpiera, ze nastepne pokolenia sa takie ‚swiatowe’; i chyba troszke zaluje,ze wyjechalam w Polski.
    Zycze wam powodzenia i jak najwiecej przebytych kilometrow.

    • agagnesa says:

      Bardzo dziękujemy za tak ciekawy komentarz! Bardzo nam miło, że czyta Pani polskie blogi podróżnicze – a w tym również nasz. To prawda, że dzisiaj podróżowanie jest o wiele prostsze, pod wieloma względami – ale brak mu już tej tajemnicy, jaką miało kiedyś. Dawniej, jadąc do obcego kraju, nie miało się pojęcia o tym, co tam można spotkać – a dziś wystarczy zajrzeć do przewodnika Lonely Planet, wejść na Trip Advisor lub na jeden z setek forum lub blogów. Dawniej podróż była o wiele większym wyzwaniem – na pewno mogłaby Pani napisać niejedną książkę o swoich wyprawach. Pozdrawiamy i dziękujemy za ciepłe słowa:)

  3. niedzwiedzik says:

    Wyprawa bomba, właśnie dzięki Wam chyba w przyszłym roku tam polecimy :)bo ten rok już rozplanowany :)

  4. s says:

    Ciekawy wpis, tylko drone (chyba) sprostowanie – najwyższy szczyt Ameryki Centralnej, to chyba Tajamulco (także najwyższy szczyt Gwatemali) – 4220 m npm, ale też chyba dużo mniej turystyczny. A blog świetny – w najbliższym czasie spróbuje nadszarpnąć trochę Waszego czasu i wyśle pewnie mejla z kilkoma pytaniami, bo w styczniu udajemy się na 3 mce do Mezoameryki i planujemy kraje od Meksyku po Kostarykę (choć plan dopiero w zarysie). pozdrawiam!

Odpowiedz na „tuanjimAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>