Kolumbia – niebezpieczna czy bajeczna?

Villa de Leyva

O tym, że w Kolumbii jest niebezpiecznie powie Wam każdy, kto w Kolumbii nie był. Jedni przytoczą krwawe statystyki – pomijając zupełnie fakt, że zdecydowana większość przestępstw nie dotyczy turystów. Drudzy postraszą guerillą, ale zapomną dodać, że szeregi kolumbijskiej partyzantki zostały zdziesiątkowane po roku 2002 (kiedy to prezydent Alvaro Uribe za punkt honoru postawił sobie bezpieczeństwo w kraju). Jeszcze inni opowiedzą o przemytnikach kokainy – nie wspominając nawet o tym, że przemytnicy działają w ukryciu i wcale nie im spieszno do kontaktów z turystami (przez których mogłaby do nich trafić policja). Tak, zdaniem osób, które nigdy nie były w Kolumbii – jest tu bardzo niebezpiecznie. A co mówią ci, którzy Kolumbię znają?

Jonnatan spędził w Kolumbii miesiąc zanim zdecydował, że przeprowadza się tam z całą swoją rodziną. Jonnatan jest Francuzem – dlaczego na miejsce zamieszkania wybrał właśnie Kolumbię?
- Popatrz na moją córkę – mówi do mnie Jonnatan i uśmiecha się rozczulony. – Jest taka radosna, pogodna i taka ufna. Cieszy się ze wszystkiego. Ma dopiero dwa lata, ale ja chcę, żeby pozostała taka na zawsze. Właśnie dlatego zdecydowałem, że przenosimy się do Kolumbii. W Kolumbii każdy jest radosny i pogodny, ludzie cieszą się życiem, a przy tym są pomocni i bardzo mili. Po prostu wiem, że w Kolumbii będzie się nam dobrze żyło.

Jaka więc jest ta Kolumbia? Niebezpieczna, czy bajeczna i pełna wspaniałych ludzi? – z głową pełną pytań docieramy do Cartageny, miasta leżącego na wybrzeżu Morza Karaibskiego. Przyjeżdżamy po zmroku, ale jasno rozświetlone ulice działają uspokajająco, uprzejmi przechodnie pomagają nam trafić do hostelu, a atmosfera ciepłej nocy sprawia, że szybko czujemy się tu bezpiecznie. Czy nie za szybko? – myślę zasypiając.

Na spotkanie z Cartageną wyruszamy o poranku. Czego mamy się spodziewać? Ukrytych kieszonkowców? Nieprzyjemnych naciągaczy? Zaniedbanych ulic? Już po kilku krokach wiemy, że na spotkanie z Cartageną byliśmy zupełnie nieprzygotowani. Ruszamy przed siebie i nie wierzymy własnym oczom.

El Centro, Cartagena

Cartagena to miasto, w którym można się zakochać. W każdej uliczce, w każdym placyku, w każdym zaułku i w każdym budynku. W 100%. Do tej pory takie miasteczka znałam tylko z bajek – bo tylko w bajkach wąskie uliczki pełne są kolorowych kamieniczek, zielone pnącza okalają malownicze balkoniki, a na pięknych placykach zawsze świeci słońce. Bo tylko w bajkach trwa wieczne lato. Tylko w bajkach i w Cartagenie.

uliczka w Cartagenie, Kolumbia

Kolonialne miasteczko Cartagena powstało w 1533 roku, a w swych początkach liczyło sobie zaledwie 200 mieszkańców. Położone u brzegów Morza Karaibskiego stanowiło „drzwi Ameryki Południowej” – i to drzwi ze szczerego złota. Nieopodal młodego miasta zamieszkiwali Indianie Sinu. Członkowie plemienia, chcąc uczcić pamięć swoich zmarłych, ozdabiali grobowce szczerym złotem.

Gdy wieść o złotych grobowcach obiegła świat, do Cartageny ruszyły floty łupieżców, którzy szybko splądrowali drogocenny metal nie dbając przy tym o zachowanie kultury Sinu. Po zrabowanym złocie nie zostało ani śladu – ale złota sława wciąż przyciągała żądnych zysku piratów, którzy raz po raz atakowali miasto. By ochronić kolonialną perłę przed morskimi rabusiami, wzniesiono grube mury obronne, których pozostałości wciąż otaczają najstarszą i najpiękniejszą cześć miasta.

W obrębie murów znajdują się dzielnice El Centro i San Diego – to tu malownicze uliczki wiją się gęsto pomiędzy urokliwymi kamieniczkami, a każde miejsce jest niczym z bajki.

Uliczka w historycznym centrum, Cartagena.

Uliczka, Cartagena. Kolumbia.

Pod arkadami przy Plaza de los Coches uliczni sprzedawcy oferują kolorowe słodycze o smaku kokosu, ananasa i słodkiego mleka (arequipe).

Kolumbijskie słodycze, Cartagena.

Ubrane w kolorowe suknie Afrokolumbijki sprzedają owoce, a liczne kawiarenki serwują prawdziwą, kolumbijską kawę.

Afro

W centrum Cartageny znajduje się również główny winowajca szybkiej sławy miasta w początkach jego istnienia – czyli złoto. A dokładniej – dwupiętrowe i zupełnie bezpłatne Muzeum Złota, w którym podziwiać można niezwykłe ozdoby będące dziełem rdzennych, kolumbijskich plemion.

Karaibskie ozdoby, Muzeum Złota, Cartagena.

Tuż poza obrębem starych murów znajdują się dzielnice La Matuna i Getsemani. W tych nieco mniej zabytkowych częściach miasta toczy się życie lokalnych mieszkańców. Tu znajduje się nasz hostel i tu po raz pierwszy trafiamy na „arepas con queso” – czyli kukurydziane placuszki z serem. Od tej pory jesteśmy wiernymi fanami tej prostej potrawy.

Arepas con queso, Cartagena.

Zapada zmierzch, miasto nadal wygląda bajecznie, a temperatura wciąż pozostaje bez zmian – niemal 30 stopni Celsjusza. Cartagena jest gorąca przez cały rok i przez całą dobę.

Centrum Cartageny nocą.

Nawet po zmierzchu malownicze uliczki starego miasta są pełne sprzedawców pamiątek, turystów i mieszkańców, którzy ciesząc przyjemnym klimatem spacerują dookoła.

Nocny spacer po Cartagenie.

Cartagena nocą.

Dobrze oświetlone ulice i radośni spacerowicze zachęcają nas do dłuższego pozostania na zewnątrz. Nigdzie ani śladu niebezpieczeństw, które miały na nas czekać w Kolumbii – spacerujemy więc spokojnie i czujemy się bezpiecznie. Dzień, dwa dni, trzy dni… Cartagena codziennie zachwyca nas na nowo, rozpieszcza lokalnymi smakołykami i sprawia, że czujemy się już zupełnie bezpiecznie. Czy nie za szybko?

Z lekkim żalem opuszczamy Cartagenę – chcielibyśmy zatrzymać na dłużej bajeczną atmosferę tego pięknego miasta. Ruszamy na południe, i szybko orientujemy się, że jesteśmy na szlaku uroczych miasteczek niczym z bajki.

Odległe Mompos zachwyca niezwykłym cmentarzem, na którym mieszkają… koty.

Cmentarz w Mompos, Kolumbia.

Mompos, Kolumbia.

Wszystko zaczęło się od pewnego pana, który opuściwszy ten świat osierocił ponad 20 kotów. Koty, nie chcąc rozstawać się ze swoim właścicielem, postanowiły zamieszkać przy jego grobie. Wkrótce grono kotów rozrosło się i dziś na cmentarzu mieszka ich aż 33 – informuje nas pan, który wieczorem zamyka bramy cmentarza. Do hostelu wracamy po zmroku, a odprowadza nas jedynie jasny blask latarni i cichnące w oddali miauczenie.

Prześliczna Barichara to malutka miejscowość pełna białych domków i sennej, niespiesznej atmosfery.

Uliczka w Barichara, Kolumbia.

Barichara, Kolumbia.

Barichara to kilka wąskich uliczek, uroczych kamieniczek i kościołów – to również początek górskiego szlaku, który wiedzie do sąsiedniej miejscowości.

Szlak z Barichary, Kolumbia.

Na szlaku spotykamy dwójkę dzieci i krowę. Dzieci przyglądają nam się z zaciekawieniem, po czym zawstydzone chowają się za wielkie zwierzę. Wciąż czujemy się bezpiecznie.

Bajeczna Villa de Leyva jest już bardzo blisko Bogoty. Rozglądamy się dookoła w poszukiwaniu hipotetycznych niebezpieczeństw, ale widzimy tylko malownicze kamieniczki i placyki na tle gór.

Villa de Leyba, Kolumbia.

Wspinamy się na odległe szczyty mijając po drodze malutkie wodospady i turystów, spacerujemy uliczkami miasta zaglądając do kawiarenek i sklepów z pamiątkami, a do hostelu wracamy po zmroku.

Kolumbia – niebezpieczna czy bajeczka? Nasze pierwsze spotkanie z tym południowoamerykańskim krajem wypada wyjątkowo bajecznie – nie tylko ze względu na urocze miasteczka, ale również ze względu na Kolumbijczyków. Ani śladu przemytników, guerilli, kieszonkowców, czy nawet niemiłych ludzi. Zamiast niebezpieczeństw zaskakuje nas zwykła, codzienna uprzejmość: sprzedawczyń w sklepie, przechodniów na ulicy i współpasażerów w autobusie. Zaczynamy rozumieć Jonnatana, który przeniósł się do Kolumbii, bo czuł się tu bardzo bezpiecznie i dobrze. My już od pierwszych chwil czujemy się tak samo – czy aby nie za wcześnie? Następny przystanek to Bogota. Czy będzie równie bezpieczna, jak bajkowe miejscowości które odwiedziliśmy do tej pory?

(Więcej informacji na temat bezpieczeństwa w Kolumbii znajduje się w dziale „Porady praktyczne – Kolumbia”).



This entry was posted in Kolumbia and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Kolumbia – niebezpieczna czy bajeczna?

  1. tuanjim says:

    Z jednej strony czekam na z wielka niecierpliwoscia na nowy post, a z drugiej po przeczytaniu patrze na kalendarz i rzucam pare niecenzuralnych slow – jeszcze 5 miesiecy w pracy :( Mam paru znajomych z Kolumbii, ktorzy mnie wysmiali, jak sie spytalem czy Kolumbia jest niebezpieczna :)

  2. Kinga says:

    Hej:)

    Uwielbiam Was czytać.znalazlam was jakis tydzien tmeu i przeczytalam od deski do deski:) Zastanawia mniue tylko jedno, czemu usa taksie koncza,nie ma wiecej wpisow??:(

    • agagnesa says:

      Hej:) Dzięki za miłe słowa! Podczas naszego pobytu w USA podróżowaliśmy w tak szybkim tempie, że nie mieliśmy czasu na regularne pisanie postów (nie mieliśmy nawet czasu się wyspać:). Ale mamy w planach nadrobienie tego fragmentu podróży, opiszemy wszystko po powrocie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>