Kulinarna Kolumbia – czyli z czym się to je?

Kolumbia od samego początku zaskakuje nas mnogością smaków, o jakich nie śniło się europejskim podniebieniom. Liście bananowca, caldo, arepas, lulo, curuba, zapote, nispero i borojo to tylko niektóre pyszności, jakimi uraczył nas ten wspaniały i wciąż omijany przez turystów kraj. Zapraszam na kulinarny przegląd Kolumbii!

Kolumbijskie caldo.

1. Caldo, czyli zupa mięsna z ziemniakami, jest tradycyjnie podawana na śniadanie. Caldo to ulubiona potrawa Gabriela, naszego kolumbijskiego znajomego. Gabriel je sycące caldo każdego ranka – a po kolejny posiłek sięga dopiero wieczorem. Gorące Caldo wystarcza mu niemal na cały dzień!

Tamales i caldo.

2. Tamales, czyli kolejny śniadaniowy hit. Tamales to ciasto kukurydziane z mięsem, gotowane w liściach bananowca. Niezmiernie sycące tamales to szybki i prosty sposób na śniadanie – wielu Kolumbijczyków ma w zamrażalce cały zapas tego dania. Mrożoną potrawę wystarczy wrzucić do wrzątku i gotować przez kilka minut. Niektóre lokalne jadłodajnie w porze śniadania serwują wyłącznie tamales… (na zdjęciu powyżej – tamales w towarzystwie caldo).

3. Bunuelos – te rumiane kulki robi się tradycyjnie z mąki kukurydzianej i świeżego sera, a podaje się je jako dodatek do potraw, lub solo – w charakterze przekąski.

Arepas con queso.

4. Arepas con Queso to przepyszne, kukurydziane placuszki z serem i masłem. Sprzedawane w przydrożnych barach i w ulicznych budkach są doskonałą przekąską, a większej ilości – sycącym daniem. Arepas con queso, w zależności od regionu, osiągają różne rozmiary – i bardzo różne ceny. Przyznaję, że jest to moja ulubiona, kolumbijska potrawa (arespas con queso – na zdjęciu powyżej).

5. Pasteles, czyli kolumbijski fast food. Pasteles to gotowane jajko z ryżem i mięsem, które formuje się w kształt kuli i smaży w głębokim tłuszczu. Nie jest to prawdopodobnie najzdrowsze jedzenie – ale w sytuacji awaryjnej wystarcza za szybki obiad.

Kolumbijskie tinto.

6. Tinto – czyli kawa przyrządzana w tradycyjny, kolumbijski sposób. Tinto to czarna kawa z dodatkiem nierafinowanego cukru, uzyskanego prosto z trzciny cukrowej.
Maria – senora, w której domu zatrzymujemy się na kilka dni – pije około 12 filiżanek tinto dziennie. Pierwszą – jeszcze przed wstaniem z łóżka, drugą – do śniadaniowego tamales, trzecią – po śniadaniu, czwartą – przed obiadem, piątą – do obiadu, szóstą – po obiedzie… I tak aż do ostatniej filiżanki, pitej tuż przed snem.
Maria jest energiczną, starszą panią, która wciąż pracuje zawodowo i lubi mieć wszystko pod kontrolą – również to, jak czują się jej goście. Kawę dla Marii przygotowuje jej gosposia, a Maria zarządza, aby gosposia dbała o gości z Polski tak samo, jak o innych domowników. Gosposia – pełna dobrych chęci – co chwila przynosi nam kolejne filiżanki kawy, ale my nie jesteśmy w stanie wypić tak wielkich ilości! Gorąco dziękujemy już po 3 filiżance… (Tinto jest o wiele słabsze, niż espresso, ale mimo wszystko 12 filiżanek to dla nas nieco za dużo…).

Aquapanela

7. Aquapanela – gorąca woda z dodatkiem nierafinowanego cukru. Ten słodki napój tradycyjnie spożywa się z żółtym serem. Ponieważ Kolumbijczycy generalnie nie piją herbaty, aquapanela jest dla nich alternatywą dla tinto.

Gorąca czekolada po kolumbijsku.

8. Gorąca czekolada – podawana z chlebem i serem, to tradycyjna przekąska Kolumbijczyków. Ser należy wrzucić do czekolady i spożywać w miarę picia. To zaskakujące dla nas połączenie smakuje jak… ser z czekoladą:) Z każdym dniem coraz bardziej przyzwyczajamy się do „czekolady po kolumbijsku”, a po kilku tygodniach prawie nie wyobrażamy sobie picia czekolady bez sera…

9. Mazamorra – kolejny słodki, kolumbijski napój, przyrządzany z wody, kukurydzy i nierafinowanego cukru. Mazamorra jest tradycyjnym dodatkiem do obiadu i kolacji.

Kolumbijskie passion fruit.

10. Kolumbijskie owoce to cuda, o jakich świat nie słyszał. Gabriel – wspomniany wyżej miłośnik caldo – posiada długą listę kolumbijskich owoców, a jego misją jest spróbować wszystkich! Pomimo usilnych starań, 1/3 listy to owoce, które Gabriel wciąż zna tylko z nazwy.
- Tego po prostu jest zbyt dużo – śmieje się Gabriel.
Lulo, curuba, zapote, nispero, uchuva, passion fruit, mamoncillo, guanabana, guava i borojo to tylko niektóre kolumbijskie owoce – sam ich widok jest niezmiernie egzotycznym doznaniem. Kupno owoców, których się nie zna, może wywołać niemałą dezorientację – no bo jak zjeść coś, do ma wewnątrz same pestki? Okazuje się, że niektórych kolumbijskich owoców używa się tylko do wyciskania soku. Smak soków z lulo czy curuba jest dla nas czymś zupełnie nowym – nie przypomina zupełnie żadnych, znanych nam dotychczas smaków! (na zdjęciu powyżej – jedna z odmian passion fruit).



This entry was posted in Kolumbia and tagged , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Kulinarna Kolumbia – czyli z czym się to je?

  1. tuanjim says:

    Aż ślinka leci…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>