Kolumbia w filiżankach, czyli o kawie i innych nałogach.

Kolumbijskie tinto.

O kolumbijskiej kawie słyszał chyba każdy – uznawana za najlepszą na świecie jest dumą i chlubą kraju. Kolumbia jest największym producentem kawy arabika, Włosi z lubością parzą z niej swoje espresso i cappuccino, a kolumbijska marka Cafe Qundio została nagrodzona na Targach Żywności SIAL 2011 w Kanadzie jako jedna z najlepszych na świecie. Gdzie rośnie, jak powstaje i dlaczego właśnie kolumbijska jest tak dobra?

Najsłynniejszym kawowym regionem Kolumbii jest Zona Cafetera (kawowa strefa), gdzie wielkie plantacje kawy rozciągają się na malowniczych zboczach gór, a słońce świeci mocno przez cały rok.

- Najlepsza kawa rośnie na wysokości 1200–1800 m npm. – mówi David, pracownik plantacji kawy Recuca. – Ale wysokość i nasłonecznienie nie wystarczą, aby stworzyć dzieło sztuki kawowej. Potrzebne są jeszcze odpowiednie opady (2 000 mm rocznie), właściwa gleba i dobre towarzystwo. Rośliny kawowca niezwykle upodobały sobie towarzystwo platanów (bananów pastewnych) – razem z nimi rosną szybciej i dają smaczniejsze efekty.

Kawowce w towarzystwie platanów, Zona Cafetera.

Kawa, od ziarenka do filiżanki, przechodzi niezwykle długi i skomplikowany proces. Wszystko zaczyna się od nieprzetworzonego ziarna kawy, a wyrastająca z niego roślina zacznie dawać owoce dopiero po 3-4 latach.

Ziarna kawowca, Zona Cafetera, Kolumbia.

- Ziarna przed zebraniem muszą być dojrzałe, wyłącznie czerwone owoce nadają się do zbiorów – mówi David. – W Kolumbii kawowe drzewka dają owoce aż 2 razy w roku.
Po zebraniu, ziarna kawowe są obierane z łupiny, a po wysuszeniu pozbawia się jej kolejnej, suchej warstwy. Kolejnym etapem jest palenie, następnie mielenie, parzenie i… picie.

Parzenie kawy, plantacja Recuca, Zona Cafetera.

W Kolumbii kawę przygotowuje się na dwa sposoby – z użyciem filtra, lub włoskiego ekspresu do kawy (!). Najlepsze kawiarnie w Zona Cafetera przygotowują tradycyjne tinto i pintado (kawa z dodatkiem mleka) z użyciem olbrzymich ekspresów ciśnieniowych.

Włoski ekspres do kawy w kolumbijskiej Zona Cafetera.

Ponieważ kolumbijskie tinto jest znacznie słabsze, niż espresso – naprawdę trudno poprzestać na jednej filiżance. Najlepszym dowodem na powodzenie kolumbijskiej kawy są liczni turyści oraz stali bywalcy, którzy czas odmierzają kolejnymi filiżankami kofeinowego napoju. To się nazywa nałóg…

Ponieważ podróże uzależniają równie mocno, jak kawa – będąc w Zona Cafetera zwiedziliśmy przy okazji całą okolicę. Tuż obok Salento, kawowej mekki Kolumbii, znajduje się Valle de Cocora – gęsto porośnięta woskowymi palmami, które uznaje się za symbol kraju.

Valle de Cocora.

Malownicza dolina tonie we mgle, by po chwili ukazać się w pełnym słońcu, palmy woskowe ustępują miejsca lasom, a szlak pnie się pod górę i przemyka poprzez wiszące mosty by dotrzeć do Rezerwatu Acaime, który jest prawdziwym królestwem kolibrów.

Koliber w Rezerwacie Acaime, Kolumbia.

Te niewielkie ptaki są niezwykle ruchliwe i bardzo trudno jest uchwycić je na zdjęciu. Unoszę aparat, naciskam migawkę – a oglądając efekt, widzę już tylko gałązkę, na której przed sekundą siedział koliber. Uchwycenie ptaszków w locie jest już zupełnie niemożliwe (przynajmniej z moim aparatem). Jednak niesforni modele fotograficzni okazują się świetnymi aktorami – na filmie prezentują się wspaniale!

W Acaime spotykamy również ssaka z gatunku kinkażu – dumnie spaceruje po okolicy i w nadziei na jedzenie daje się namówić na niewielkie interakcje.

Kinkażu w Acaima.

Napojeni kolumbijskim tinto i odprężeni kontaktem z naturą czujemy się gotowi na dalszą podróż. W drodze jesteśmy już od 9. miesięcy, a od ponad 4. nie zatrzymujemy się w jednym miejscu na dłużej, niż tylko parę dni. Nowe miasteczko już po kilku godzinach przestaje być nowe, ale gdy poznamy je choć trochę, gdy znajdujemy miły skwer z ławeczką, dobrą kawiarenkę i miejsce na spacer – już czas ruszać dalej, w nieznane, wciąż do nowych miejsc. Ciągła zmiana uzależnia równie mocno, jak kawa – trudno nam dziś wyobrazić sobie życie w jednym miejscu, bez ciągłych nowości i codziennych zmian otoczenia. Trudno nam uwierzyć w życie poza podróżą, czyli takie, jakie wiedliśmy jeszcze 9 miesięcy temu. Jak to będzie po powrocie?



This entry was posted in Kolumbia and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

5 Responses to Kolumbia w filiżankach, czyli o kawie i innych nałogach.

  1. tuanjim says:

    Nie wracajcie :) Mogę odstawić alkohol i papierosy, ale z kawą byłoby ciężko, choć zauważyłem, że w podróży spadają mi wymagania odnośnie kawy – żeby tylko działała – nie musi być stuprocentwa arabica :)

    • agagnesa says:

      Mi w podróży również wystarcza kawa, która działa… Ale Kolumbia oferuje pod tym względem o wiele więcej!

  2. tuanjim says:

    Myślałem, że Brazylia jest największym producentem Arabici i drugim robusty… Pozdrawiam

  3. Zahn says:

    Zazdroszczę pobytu w takim magicznym miejscu! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>