Świnka po ekwadorsku i inne przysmaki.

Świnka morska, Ekwador.

Jedzie Ekwadorczyk do Europy, idzie do sklepu zoologicznego i myśli, że to spożywczy. Wszystko się zgadza – świnki morskie, świńskie uszy… Tylko te świnki jakieś takie niepozorne, małe, chude, jak się taką najeść..?

Ekwadorskie kulinaria mogą szokować – widok świnek morskich z rożna straszył nas niemal na każdym kroku i z przerażeniem mijaliśmy ubojnie tych małych zwierzątek. Po pewnym czasie natknęliśmy się również na żywe świnki morskie – czekały właśnie na transport do miasta Cuenca, na sprzedaż, na rożen, na talerz…

Transport świnek morskich, Ekwador.

- Dzień dobry – witam się z właścicielką świnek. – Czy mogę zrobić świnkom zdjęcie?
- Oczywiście, nie ma problemu – odpowiada pani, po czym otwiera kosz i wyjmuje jedną ze świnek, abym lepiej mogła ją sfotografować. Przyzwyczajona do polskich świnek, które są zwierzątkami domowymi, dziwię się widząc, że pani trzyma zwierzątko jak przedmiot. Sama świnka najwyraźniej jest przerażona swoją właścicielką – głośno kwiczy i wyrywa się.

Świnka morska z właścicielką, Ekwador.

- Ile kosztuje jedna świnka? – pytam.
- 10 dolarów. To są dobre świnki, będą pyszne z rożna – tłumaczy właścicielka. – Żeby świnka była smaczna, musi mieć około roku i być całkowitą wegetarianką. Te świnki jadły tylko warzywa i trawę, a tłuste są i pyszne. Lubisz jeść świnki?
- Nie jadłam nigdy świnki – odpowiadam. – Jestem z Polski, w moim kraju świnki morskie są tylko zwierzątkami domowymi. Są też dużo mniejsze…
- Tylko zwierzątkami domowymi? – pyta pani i wybucha śmiechem. – Musisz koniecznie spróbować, są pyszne! Francuzi, Włosi, Anglicy, Amerykanie przyjeżdżają tu specjalnie na świnki morskie! Jak zjedzą, to już potem nic innego nie chcą jeść!

Pani zanosi się od śmiechu, a świnka wykorzystuje moment nieuwagi, wymyka się z rąk pani i ucieka pod autobus. Pani momentalnie rzuca się w pościg – ale nic z tego, świnka wyślizguje się z jej rąk i już po chwili jest schowana pomiędzy kołami. Pani, wraz z pracownikiem dworca i jeszcze jedną panią, rozpoczynają regularną obławę: z nagonką, zasadzkami i próbą złapania – ale świnka (najwyraźniej wiedząc, co ją czeka), szczęśliwie ucieka z rąk łowców.

Nagonka na świnkę morską, Ekwador.

Ucieczka świnki morskiej, Ekwador.

Przyglądam się polowaniu i mam mieszane uczucia: z jednej strony chciałabym, aby świnka uszła z życiem – nie chcę jednak, aby pani straciła z mojego powodu swoje 10 dolarów. W końcu do obławy dołącza Szymon, po czym wśród okrzyków radości i oklasków wyciąga niesforną świnkę spod kół autobusu.

Złapana świnka morska, Ekwador.

Pani przejmuje świnkę, chowa ją do kosza i po raz kolejny namawia mnie na spróbowanie ekwadorskiego specjału z rożna.
- To nasze najlepsze danie! – dodaje na koniec, a kosze ze świnkami lądują w bagażniku autobusu.

Świnki z rożna można spotkać w Kolumbii, są również popularnym przysmakiem w Peru – jednak to właśnie Ekwador jest najbardziej dumny z owej potrawy. Uroczysty obiad lub kolacja w ekwadorskim domu nie może się obyć bez świnki z rożna. Zaproszeni obcokrajowcy stając przed dylematem: zjeść świnkę lub śmiertelnie obrazić gospodarzy – najczęściej wybierają pierwszą możliwość. Tak też zrobił Joe – amerykański emeryt, którego kilka dni później spotykamy w Cuenca. Joe mieszkał w Ekwadorze przez wiele lat, obecnie powraca tu od czasu do czasu, by odwiedzić przyjaciół.

- Świnka morska… nie ma mocnego smaku – opowiada Joe. – Ma chrupiącą skórkę, i jeżeli jest dobrze przyrządzona i jedzona w dobrym towarzystwie – to stanowi gwarancję udanego obiadu!

Towarzystwo jest tu prawdopodobnie kluczowe – duma i radość Ekwadorczyków, którzy serwują gościom owo tradycyjne danie, zapewne dodaje smaku potrawie. Joe idzie na obiad do swoich ekwadorskich przyjaciół już za kilka dni, a my po raz pierwszy cieszymy się, że nie zaprzyjaźniliśmy się z żadnym Ekwadorczykiem na tyle, by zaprosił nas na świnkę z rożna…

Świnka – jako dość droga – nie jest jednak codziennym pożywieniem w Ekwadorze. W tym niewielkim kraju Ameryki Południowej każdy posiłek dnia składa się z dwóch dań:

śniadanie: jajecznica z chlebem i kawą oraz seco

Kawa po ekwadorsku.
Kawa po ekwadorsku, czyli gorące mleko z kożuchami i z Nescaffe.

obiad: zupa oraz seco
podwieczorek: zupa oraz seco
kolacja: zupa oraz seco.

Seco („suche”) stanowi po prostu drugie danie, którym na 99% jest kurczak z ryżem i niewielką sałatką. Tak, to nie żart – Ekwadorczycy jedzą kurczaka nawet 3 razy dziennie. W jednej z lokalnych jadłodajni moją uwagę przyciągnęły dwie Indianki, które jadły obiad w zupełnej ciszy i z takim wysiłkiem, jak gdyby była to bardzo ciężka praca.

Indianki jedzące kurczaka, Ekwador.

Kurczak na śniadanie, kurczak na obiad, kurczak na kolację; kurczak na śniadanie, kurczak na obiad, kurczak na kolację; kurczak na śniadanie…

Wegetarianin w Ekwadorze jest jak tragiczne nieporozumienie… W początkach mojego pobytu w tym kraju żywię się jajecznicą z frytkami – i jem ją 3 razy dziennie. Po kilku dniach zaczynam potrzebować bardziej zróżnicowanej diety – chodzę więc od knajpki do knajpki, ale znajduję tylko bułki w piekarniach (choć czasem zdarzy się ryba). Kilka dni później dołącza do mnie Szymon – również i jego pokonał kurczak 3 razy dziennie. Oboje z nadzieją w oczach poszukujemy czegoś, co nie jest kurczakiem ani świnką morską, jemy bułki, jajka i platany, a przyrządzana na śniadanie owsianka staje się nagle prawdziwym przysmakiem.

Indianka sprzedająca platany z grilla, Ekwador.Indianka sprzedająca platany z grilla.

No tak, są jeszcze świńskie uszy – natykamy się na nie w mieście Cuenca. Uszy – gotowane i wonne – sprzedawane są na ulicach, jako najtańsze jedzenie…

Ekwadorska kuchnia jest zarazem monotonna i szokująca – mam tu oczywiście na myśli kuchnię prawdziwie lokalną, bez pizzerii i międzynarodowych restauracji, które można spotkać w większych i bardziej turystycznych miastach (i które były zdecydowanie poza naszym budżetem). Ekwadorskie kulinaria sprawiły, że zatęskniłam za polską kuchnią i zrobiłam pierogi ruskie, które smakowały nam jak nigdy dotąd…



This entry was posted in Ekwador and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

5 Responses to Świnka po ekwadorsku i inne przysmaki.

  1. Misia says:

    Niezła historia z tymi świnkami! Wy musicie dużo jeść, żeby mieć siłę:)

  2. tuanjim says:

    Czyli w końcu nie spróbowaliście świnki? 10 dolców to sporo, ale chyba spróbuję…

  3. Lila says:

    Wróciłam właśnie z Ekwadoru.
    Nigdy bym nie przypuszczała, że o tubylczym jedzeniu można powiedzieć iż jest monotonne. Ja zajadałam się wspaniałymi owocami – siatka za dolara – o jakich nawet nie marzyłam. Wcinanie jajecznicy serwowanej w każdym hostelu wyszło i nam po trzech dniach uszami. Nie ma też obowiązku jeść 3x dziennie kurczaka :), a świnka morska, to rzecz gustu naturalnie, smakuje wybornie. Nie wyjęłabym jej dziecku z klatki w Polsce, ale tam jest to normalnym mięsem.
    Wszędzie dostępne fantastyczne ryby i owoce morza bardzo uatrakcyjniają dietę.
    Ja jednak uzależniłam się od owoców :)

    • agagnesa says:

      Lila, rozumiem że uzależniłaś się od owoców – na samym początku jest to odkrycie:) My natomiast, zanim dotarliśmy do Ekwadoru, spędziliśmy już kilka miesięcy w Ameryce Łacińskiej, i owoce ciut nam spowszedniały… Pozdrawiam!

Odpowiedz na „MisiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>