Lima – złodziejska stolica świata?

Plaza Mayor, Lima, Peru.
Plaza Mayor, Lima.

- W Limie jest więcej złodziei, niż nie-złodziei!
- Latam po całym świecie, ale tylko w Limie zostałem okradziony.
- W Limie okradną każdego – nas okradli w hotelu.
- Mnie okradli w miejskim autobusie.
- A mnie na Plaza Mayor.

Na polskich forach podróżniczych Lima została niemal okrzyknięta złodziejską stolicą świata. I nie chodzi tu bynajmniej o zwykłych kieszonkowców – złodzieje z Limy odznaczają się oryginalnymi pomysłami i niezwykłym kunsztem działania, który wymaga osobnego opisu.

Historia znaleziona na forum:
- Podczas spaceru w centrum Limy dostałem piachem w tył głowy – odwróciłem się i w ten chwili złodziej wyciągnął mi telefon komórkowy, który miałem w przedniej kieszeni koszuli.

Historia opisana w przewodniku turystycznym:
- Na Plaza Mayor zaczepił mnie peruwiański turysta. Zaproponował, że zrobi mi zdjęcie – nawet nie zdążyłam się ustawić, gdy już zniknął z moim aparatem!

Historia opowiedziana przez naszego przyjaciela, który wielokrotnie odwiedzał Peru.
- Myślałem, że o peruwiańskich złodziejach wiem już wszystko. Prowadząc samochód, zawsze miałem zegarek na prawej ręce – bo z lewej ręki, która wystaje przez okno, zaraz by mi zegarek ukradli. Jadę więc przez Limę z zegarkiem na prawej dłoni, staję na światłach i nagle czuję niewyobrażalny ból na lewej ręce – szybko odwracam się i prawą ręką sięgam do źródła bólu – i w tej chwili złodziej ściąga mi zegarek z prawej ręki…

Tak, peruwiańskim złodziejom nie brakuje fantazji, z zasłyszanych historii wyciągamy jedną zasadę: „jeżeli czujesz nagły ból – zignoruj go i zwróć uwagę na cenne rzeczy, które masz przy sobie.”
Do miasta wjeżdżamy ze wzmożoną ostrożnością i czujnie rozglądamy się dookoła. Przechodnie nie są jednak zainteresowani naszymi brudnymi sakwami i bezpiecznie docieramy do miejsca noclegu.

Na zwiedzanie Limy wyruszamy pieszo. Dla bezpieczeństwa, nigdy nie nosimy żadnej biżuterii ani zegarków, a drobne pieniądze i aparat mamy zawsze głęboko schowane – ale zasłyszane opowieści sprawiają, że jesteśmy jeszcze bardziej ostrożni. Na Plaza San Martin podchodzi do mnie peruwiański turysta i proponuje, że zrobi mi zdjęcie – odmawiam i szybko dołączam do stojącego opodal Szymona.

Plaza San Martin, Lima, Peru.
Plaza San Martin, jak zwykle pełna turystów i Peruwiańczyków.

Na Plaza Mayor trójka młodych Peruwiańczyków chce zrobić ze mną wywiad w ramach lekcji angielskiego – odmawiam i szybko oddalam się. W parku na Miraflores zaczepia nas para Peruwiańczyków – chcą pogadać, sami nie wiedzą o czym… żegnamy się i odchodzimy jak najszybciej.

Efekt nadmiernej ostrożności jest taki, że zamiast poznawać miasto i ludzi – uciekamy… Unikamy rozmów i oddalamy się od lokalnych tracąc możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o ich życiu i kulturze. Może przesadzamy?

- Proszę pana, po co to panu? – pytam taksówkarza wskazując na łańcuch, którym jest przypięte lusterko samochodowe.
- Dla obrony przed złodziejami – odpowiada taksówkach. – Inaczej by ukradli. I wy też uważajcie! – woła za nami.

Lusterko przypięte łańcuchem do samochodu. Lima. Peru.

- A torebkę niech pani przypnie tu – mówi kelnerka w restauracji i demonstruje działanie taśmy z karabinkiem, która jest przymocowana do krzesła. – Inaczej może wpaść tu złodziej i szybko uciec z pani torebką.

Karabinki do przypinania torebek w restauracji, Lima, Peru.

A może jednak nie przesadzamy?

Na szczęście mamy w Limie osobę zaufaną – niezwykłą panią Cecylię, Peruwiankę, która mówi po polsku lepiej, niż niejeden Polak! Cecylia, urodzona w Limie, wiele lat spędziła w Krakowie – tam studiowała, tam pokochała polską kulturę i Polaków. Po studiach Cecylia wróciła do Limy, lecz jej więź z Polską nie osłabła – wciąż utrzymuje kontakt z przyjaciółmi z lat studenckich, wciąż również przybywa jej nowych, polskich znajomych. My do Cecylii trafiamy z polecenia jej bliskich Polaków.

Cecylia przyjmuje nas jak swoje własne dzieci. W jej ogromnym domu aż roi się od licznej rodziny, jest nawet radosny pies. Wszyscy witają nas serdecznie, za grubym murem wreszcie czujemy się bezpiecznie – tu ufamy, nie uciekamy, jesteśmy gotowi na spotkanie. Po spokojnej nocy, rano siadamy za stołem, przegryzamy chleb z figową marmoladą i zaczynamy rozmowę.

- Teraz jest już dużo bezpieczniej, niż kiedyś – mówi Cecylia. – Ale to dla nas, Peruwiańczyków, Lima jest niebezpieczna. Na turystów nikt by nie śmiał napadać.

- Jak to nie? – dziwimy się i opowiadamy o licznych przypadkach kradzieży.
Cecylia śmieje się i macha ręką.

- Kradzieże to drobnostka. Ja mówię o prawdziwym niebezpieczeństwie – o porwaniach, strzelaninach, morderstwach! To są niebezpieczeństwa, a nie jakieś tam kradzieże… Turystów nikt by nie napadał, bo zaraz by tu były ambasady, oddziały antyterrorystyczne i kłopoty. Tego, kto napadnie turystę – w końcu znajdą i ukarzą. A tego, kto napadnie Peruwiańczyka – nawet nikt nie będzie szukał…

Słowa Cecylii niemal odbierają nam dech – więc okazuje się, że to dla turystów Lima jest „bezpieczna”…

Cecylia popija herbatę i patrząc w dal zamyśla się nad czymś. Po chwili milczenia zaczyna swą opowieść.

- To było z 10 lat temu, może 15. Moja przyjaciółka pracowała w banku i do pracy często jeździła taksówką, żeby było bezpieczniej. Ale wsiąść do przypadkowej taksówki to bardzo duże ryzyko – bo porywacze często podszywają się pod taksówkarzy. Więc przyjaciółka jeździła zawsze z tym samym, sprawdzonym taksówkarzem, przez wiele lat. Ale pewnego poranka ten taksówkarz nie mógł po nią przyjechać, a ona spieszyła się, musiała szybko być w pracy – wsiadła więc do pierwszej lepszej taksówki na ulicy i podała adres. Był to adres ogromnego banku, ona była tam tylko recepcjonistką, ale taksówkarz pomyślał pewnie, że była kimś ważnym… Po kilku minutach jazdy do taksówki wsiadł drugi mężczyzna i zaczęło się. Wywieźli ją na koniec miasta, zabrali jej wszystkie pieniądze, zażądali pinu do jej karty i z bankomatu wzięli wszystko, co miała na koncie. Byli wściekli, że miała tak mało. W końcu chyba uwierzyli jej, że więcej nie ma i wyrzucili ją z samochodu w najgorszej dzielnicy, na brzegu rzeki. Na koniec zawołali, że powinna im jeszcze dziękować za to, że jej nie zabili. Gdy odjechali, ona wstała, rozejrzała się i pomyślała: „Nie zabili mnie, ale w tej dzielnicy mieszkają sami przestępcy. Tu zaraz ktoś mnie zabije…”. Przeżyła. Od tamtej pory nigdy już nie wsiada do przypadkowej taksówki.

Słuchamy i wręcz nie chce nam się wierzyć w tę straszną historię. Cecylia pije herbatę i przez chwilę siedzi w milczeniu.

- A innym razem… Razem z siostrą chodzimy czasem do takiej restauracji – tu, niedaleko. Mają dobre jedzenie, chodzimy więc z cała rodziną. Zawsze siadamy przy tym samym stoliku. Ale tym razem przy naszym stoliku już ktoś siedział, usiedliśmy więc nieco dalej, pod ścianą. Nagle moja siostrzenica powiedziała, że musi szybko iść do domu, więc poszłam razem z nią. Ledwo przeszłyśmy kilka kroków, gdy pod restauracją wybuchła bomba, która była ukryta w samochodzie. Ludzie, którzy siedzieli przy naszym stałym stoliku, zginęli na miejscu…

- Kto podłożył tę bombę? – pytam.
- Dokładnie nie wiadomo – odpowiada Cecylia. – Ale prawdopodobnie mafia, która chciała od restauracji haracz, a właściciel nie chciał im zapłacić.

Cecylia wzdycha wracając myślami do tych wspomnień, po czym mówi dalej.

- Wiecie, że napastnikowi w Peru nie można powiedzieć „nie”? Jeżeli mu odmówicie, zabije was. Tu za rogiem napadli na bank, z bronią w ręku. Kasjer nie zgodził się dać pieniędzy – zabili go, a potem zabili kolejnego, dla przykładu. Trzeci już dał im pieniądze. Ale to też było z 10 lat temu, teraz jest już bezpieczniej.

Cecylia opowiada kolejne historie – jest ich tyle, że zupełnie tracimy rachubę. Porwania, bomby, inspekcje policyjne, napady z bronią z ręku, rabunki, rozboje, zabójstwa, pobicia, szantaże – z opowieści Cecylii wyłania się cały kodeks karny, paragraf po paragrafie,. Przy tej litanii kieszonkowa kradzież telefonu naprawdę blednie – i jestem niemal wdzięczna peruwiańskim przestępcom za to, że zagrażają nam tylko w ten sposób.

Cecylia patrzy na zegarek:

- O, już prawie południe. Idę na targ, na zakupy!

Idziemy razem z Cecylią. Ja, wciąż jeszcze pod wrażeniem strasznych opowieści, z lękiem rozglądam się dookoła, ale Cecylia całkiem spokojnie idzie przed siebie. Kupujemy świeże warzywa i owoce – sprzedawczynie uśmiechają się przyjaźnie, młody chłopak pakuje dla nas pachnące marchewki, a inny sprzedawca zachwala swoje soczewice. Po chwili rozluźniamy się zupełnie.

Razem z Cecylią odnosimy zakupy do domu, po czym wybieramy się na dalsze zwiedzanie miasta.

- Tylko nie wracajcie zbyt późno… zresztą, nic poważnego wam nie grozi – Cecylia rzuca do nas na do widzenia.

Chodzimy ulicami Limy – tymi ruchliwymi, i tymi zupełnie pustymi. Przeciskamy się w tłocznym i barwnym peruwiańskim Chinatown, w chińskich sklepikach kupujemy zieloną herbatę i migdałowe ciasteczka.

Chinatown, Lima, Peru.Chinatown w Limie.

W historycznym centrum miasta roi się od policji i uzbrojonej ochrony – nie wiemy, czy tylu funkcjonariuszy jest tu na co dzień, czy też są tu z okazji jakiegoś specjalnego wydarzenia – jest jednak pewne, że dzięki nim przechodnie czują się bardzo bezpiecznie. Nigdzie ani śladu kieszonkowca…

Ochrona na ulicach Limy, Peru.

Policja na Plaza Mayor, Lima, Peru.

Zatrzymujemy się na obiad, jedziemy miejscowym busem, przysiadamy na jednej z wielu ławeczek i oglądamy wybrzeże Pacyfiku.

Wybrzeże Pacyfiku, Lima. Peru.

Modna dzielnica Miraflores jest pełna turystów i miejscowych, którzy nic sobie nie robią z potencjalnego ryzyka – siedzą spokojnie z telefonami i tabletami na wierzchu. I nigdzie ani śladu złodzieja…

Miraflores, Lima, Peru.

Para w Miraflores, Lima, Peru.

Zachód słońca podziwiamy w nowoczesnej dzielnicy Barranco (w której jest nawet Starbucks!).

Barranco o zmroku, Lima, Peru.Barranco o zmroku.

Kilka razy rozmawiamy z przechodniami, pytamy o drogę i wymieniamy doświadczenia z innymi, peruwiańskimi turystami. Wsiadamy do autobusu i do domu Cecylii docieramy już po zmroku.

Barranco, Lima, Peru.

Nikt nas nie okradł ani nie napadł, nikt nas nie oszukał, nie obrabował, nie gonił ani nie zastraszał. Zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa zwiedziliśmy Limę w zupełnym spokoju. Pozostaje nam jedno pytanie: czy naprawdę jest już bezpiecznie, czy po prostu mieliśmy szczęście?



This entry was posted in Peru and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

16 Responses to Lima – złodziejska stolica świata?

  1. Natalia says:

    Nam tez sie nic nie stalo :D

  2. Daniel says:

    W każdym kraju jest niebezpiecznie. Jeździliśmy po Limie w nocy – ale zawsze lokalnym autobusem tylko raz taxi. Poziom bezpieczeństwa się znacznie zwiększył od kiedy rząd wytępił Świetlisty Szlak. Ale są dzielnice gdzie nie poszedłbym w biały dzień – bo po co dla głupoty i szpanu się narażać

  3. Bartek says:

    Nam też się w Limie udało, ale jednej z pasażerek miejskiego autobusu, którym jechaliśmy, chłopak z ulicy wyrwał przez okno torebkę, w czasie jazdy!

  4. Ustczanin says:

    Bardzo przyjemnie czyta się ten artykuł, zapewne będę wracał na ten blog ;) Pozdrawiam!

  5. Przem.ek says:

    Coś w tym jest , ja dwie najdziwniejsze sytuacje miałem właśnie w Limie , dwa razy próbowano nas oszukać i co ciekawe nie byli to lokalesi tylko nasi sąsiedzi Czech a drugim razem Niemiec .
    Sam nie mogłem uwierzyć do jakich metod posuwają się oszuści , to nie było żadne wyrywanie plecaka, aparatu itp , to były o wiele bardziej wysublimowane oszustwa z całym scenariuszem zdarzeń . Koniec końców Czechowi (który mieszkał tam już kopę lat i podejrzewam że ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości) nie udało się nas oszukać ale nie krył rozgoryczenia gdzie w sekundę z przyjaciela stał się mega gburem .
    Druga sytuacja z Niemcem to też niezła akcja , zaczepił nas na Miraflores po niemiecku i opowiedział całą historię jak został okradziony podczas snu w autobusie i jest bez gorsza a ambasada nie może mu pomóc , przy czym był tak wiarygodny że Oscara bym mu dał , koniec końców dałem mu 20 soli a po powrocie do hostelu wygrzebałem w googlach opowieści ludzi o niemcu naciągaczu w Limie :)
    Poza tym nikt nie chciał nas oszukać , okraśc , żaden lokales a wszędzie jeździliśmy kolalnym transportem i jedliśmy a podłych knajpach także niczego nie można być pewnym :)

    • agagnesa says:

      No to nieźle! Czyżby Lima stała się inspiracją dla obcokrajowców żyjących na bakier z prawem? Być może okaże się, że to nie lokalni odpowiadają za większość kradzieży…

  6. Przemo says:

    Na mnie największe wrażenie w Limie robiły dokładnie zakratowane domy, a właściwie całe dzielnice, do tego trzymetrowe płoty zwieńczone drutem kolczastym, który oczywiście jest pod prądem (!)
    Miałem okazję objechać niezły kawał tego konglomeratu (bo to kilka miast do kupy) samochodem z lokalesem za kierownicą, który pokazał mi miejsca, które naprawdę budziły grozę. Byłem też w kilku innych miastach w Peru i tam też nie czułem się do końca bezpiecznie. Wyjątek (chyba?) stanowi Cusco, które wygląda na bezpieczniejsze niż cała reszta.

    • agagnesa says:

      My zakratowane domy widzieliśmy już w Meksyku i w El Salvadorze, w Limie również było ich sporo.
      Jeżeli chodzi o Peru, poza Cusco bardzo bezpiecznie czuliśmy się w Arequipie i w Iquitos – ale Amazonia to już zupełnie inny świat…:)

  7. Magda says:

    O kurczę…a ja tak sobie sama chodziłam po tej Limie…no i nic mi się nie stało…Może po kilku miesiącach spędzonych w Ameryce Pd. już nie wyglądam jak ktoś, kto by mógł mieć coś warościowego ze sobą (i słusznie:)). Teraz mieszkam w Buenos Aires. Też mnie póki co nie okradli, ale znam wiele opowieści od znajomych, których niestety to spotkało. Różne metody i techniki opisałam tutaj: http://magdalenasparty.wordpress.com/2014/03/02/ukamienowanie-gloriety-i-inne-historie-z-serii-kradzieze-i-rabunki-w-buenos-aires/ Mnie kiedyś dopadnięto z nożem. Od tyłu gość mnie złapał i przyłożył nóż do gardła. Stało się to Maroko w Casablance. Między siedzibą policji a ambasadą amerykańską…Gość przeciął mi skórę…Nikomu nie życzę…Zajęło mi kilka dni wyjście z traumy…

  8. Seweryn says:

    Witam, właśnie trafiłem na ten blog, ale jeśli i reszta wpisów jest tak ciekawych jak ten to na pewno będę wpadał tu częściej. Pozdrawiam

  9. damian says:

    Ale historie :) A myślałem że u nas kradną :)
    Trochę szkoda że mieliście taką paranoję, ale i tak mieliście świetną podróż !

  10. Jose says:

    Mieszkalem w Limie przez dwa lata/przed ponad 20 llat temu/, W piewsza niedz grudnia na Pl. Dos de Majo w samo poludnie zerwano mi zegarek. Wczesniej -ale to Swietlisty Szlak zabili moich dwoch wspolbraci w Pariakoto. Teraz przyjechalem na ich beatyfikacje. W 1992 roku , 6 lipca odebrali mi i moim wspolbraciom auto, grozac nam bronią. Auto bylo ubezpseczone wiec bez problemow oddalismy im. Teraz zwiedzam Lime bardzo ostrożnie.

Odpowiedz na „UstczaninAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>