Yurimaguas – powitanie z Amazonią (Peru).

Zachód słońca nad rzeką Huallaga, Amazonia, Peru.

Amazonia – dzika i nieodkryta, wciąż zamieszkana przez pierwotne plemiona które nigdy nie miały kontaktu z cywilizacją. Amazonia – trudno dostępna i niebezpieczna, wciąż naturalna i niemal nieskażona drogami, miastami ani przemysłem.

Do Amazonii nie można tak po prostu wyskoczyć na weekend – bo droga do tej odległej dżungli nie jest prosta ani krótka. Nie wystarczy jeden lot samolotem ani kilka godzin podróży innym środkiem transportu. Aby dać się poznać, Amazonia wymaga znacznie więcej.

Dżungla obejmująca wszelkie dopływy rzeki Amazonki rozciąga się na przestrzeni 7 mln km² i kpi sobie z wszelkich podziałów administracyjnych – leży na terenie aż 9 państw Ameryki Południowej (Boliwia, Brazylia, Ekwador, Gujana, Gujana Francuska, Kolumbia, Peru, Surinam i Wenezuela). Mniejsze dopływy zmieniają swój bieg zależnie od pór roku i opadów, dzikie zwierzęta za nic mają ustanowione przez człowieka granice, a pierwotne plemiona często nie wiedzą, w jakim żyją kraju. Ba! – nie mają nawet pojęcia, że coś takiego jak kraj istnieje… Dla owych pleniemmych Indian granicami poznania są bowiem granice wioski, które zmieniają się wraz ze zmianą koryta rzeki, bo rzeka jest dla nich źródłem życia. I to są sprawy istotne.

Amazonka widziana z samolotu, Peru.Amazonka widziana z samolotu, Peru.

Miejsc takich, jak Amazonia, jest już bardzo niewiele – tym ważniejsza była dla nas wizyta w tej tajemniczej krainie. Tylko jak to zrobić? Przewodniki turystyczne wspominają jedynie o hałaśliwym i zatłoczonym Iquitos oraz o maleńkim Tarapoto, lecz stamtąd do dżungli jest wciąż daleko. Nie chcąc skończyć w turystycznej łódce za cenę kilkuset dolarów, poszukaliśmy własnej drogi, a była to droga długa, dzika, piękna i w całej swej okazałości – amazońska…

Droga swój początek wzięła na lotnisku w Limie – liniami Star Peru polecieliśmy do niewielkiej miejscowości Tarapoto. Wciąż bardzo odległe od dżungli, betonowe Tarapoto pachnie benzyną i hałasuje setkami motoriksz, które za 3-4 sole każdego zabiorą na wyprawę po miejscowości. Tarapoto to miejsce, z którego chce się uciec jak najszybciej – od razu więc wsiadamy w niewielkiego busa do Yurimaguas i szykujemy się na powitanie z dżunglą.

Bus, w którym wszystkie miejsca siedzące, stojące, klęczące i lewitujące są już zupełnie zajęte, toczy się wesoło po ubitej drodze i podskakuje niemal na każdym wyboju, ale nikt nie zauważa niewygody. Poza nami, w busie znajdują się sami lokalni – śpią lub siedzą spokojnie, przyzwyczajeni do takich podróży. A my siedzimy oniemiali i chłoniemy każdy fragment mijanego krajobrazu – falujące wzgórza, które porasta idealnie zielony las; lekka mgła unosząca się nad roślinnością, urwiste zbocze drogi spadające ostro w dół, do rzeki; zachodzące słońce, trasa ginąca wciąż za nowymi wzgórzami i pędząca w głąb zielonego piękna… Siedzimy tak zupełnie zaczarowani urokiem pierwszych kilometrów Amazonii i żałujemy, że nasz aparat znajduje się w plecaku, od którego oddziela nas siedzący na podłodze Peruwiańczyk, leżąca na nim kobieta, wiszący nad nimi chłopiec i przechylający się to tu, to tam kolejny Peruwiańczyk. W tej dżungli współpasażerów zupełnie nie jesteśmy w stanie dobrnąć do naszego aparatu – i jest to dla nas pierwsza lekcja pokory wobec potęgi żywiołu.

Do Yurimaguas docieramy późnym wieczorem, który bynajmniej nie układa miasta do snu. Yurimaguas tętni życiem – kierowcy motoriksz walczą o pasażerów i pędzą jak oszaleli w kierunku centrum, drzwi hosteli i lokalnych hospedajes stoją otworem, przed domami przesiadują Peruwiańczycy, wszelkie knajpki i restauracje są pełne aż po brzegi, a niewielki ryneczek tętni życiem. Po kilku chwilach dowiadujemy się, że trafiliśmy na Dni Yurimaguas (lokalne święto).

Następnego dnia o poranku budzą nas gorące rytmy wygrywane na bębnach i muzyka – rozpoczął się kolejny dzień festiwalu. W poszukiwaniu śniadania wyruszamy na rynek miasteczka, gdzie już czekają liczne stragany oferujące amazońską strawę, czyli grillowane platany (banany), ryby pieczone w liściach bananowca, rozmaite mięsa oraz szaszłyki z… larw żuka o nazwie Rhynchophorus palmarum!

Yurimaguas, stoisko z lokalnym jedzeniem, Peru.Uważne oko dostrzeże szaszłyki z larw.

Poniżej – film dla osób o mocnych nerwach: jadalne larwy.

My poprzestajemy na yuce, platanach, tamales i gotowanych jajkach, na larwy jakoś trudno nam się skusić…

Obchody święta to w Yurimaguas poważna sprawa, niewielki ryneczek na wiele dni po prostu staje się estradą, na której występują liczne zespoły taneczne, śpiewające, akrobatyczne i chyba wszelkie inne!

Obchody święta w Yurimaguas, Peru.

Kolejnym występom nie ma końca, ale my wyruszamy na poszukiwania statku, który zabierze nas w głąb upragnionej amazońskiej dżungli. Nie bardzo wiemy, gdzie szukać portu, przechodnie pytani o drogę uparcie kierują nas do motoriksz, które zupełnie zdominowały komunikację w miasteczku.

Motoriksze w Yurimaguas, Peru.

Bynajmniej nie chodzi o to, by naciągnąć nas na przejażdżkę – mieszkańcy Yurimaguas po prostu nie wyobrażają sobie, że można by chodzić na piechotę! Po co? Przecież można wsiąść do motorikszy i wszędzie dojechać.
- Na piechotę do portu? To bardzo daleko.
- A konkretnie jak daleko? 5 kilometrów?
- Nie! Ale będzie około kilometra…

Po kilku podobnych rozmowach postanawiamy po prostu iść przed siebie, wzdłuż rzeki – i tym tropem natrafiamy na pierwszy port.

Łodzie w Yurimaguas, Peru.

Yurimaguas to ostatnie miasteczko w Amazonii, do którego wiedzie droga. Dalej drogą staje się rzeka, port jest więc jedynym miejscem, z którego można wyruszyć do serca dżungli.

Pierwszy port, Yurimaguas, Peru.

Z tego niewielkiego portu wyruszają statki do Iquitos, płynąc po drodze przez Lagunas i Nautę. Ale dziś nie ma już żadnego statku – trzeba przyjść jutro, z samego rana! Poczciwa pani sprzedająca grillowane platany mówi nam w tajemnicy, że tam dalej jest jeszcze jeden port – ale żebyśmy koniecznie wzięli motorikszę, bo na piechotę nie dojdziemy. Za daleko…

Po kilkunastu minutach marszu docieramy do kolejnego portu, który wygląda jak port towarowy. W błocie grzęzną ogromne tiry, a pracownicy załadowani rozmaitymi towarami biegają dookoła niczym mrówki w mrowisku.

Tir w Yurimaguas, Peru.

Tu nie musimy szukać informacji – tu informacja znajduje nas! Już po kilku chwilach podbiega kierowca motorikszy i pyta, jak nam może pomóc.
- Szukamy statku do Lagunas.
- Dzisiaj już żadnego nie ma. Ale przyjdźcie jutro! Jutro będzie płynął Eduardo! – mówi kierowca, a z intonacji jego głosu wnosimy, że jest to statek bardzo szczególny.
- A o której jutro?
- Rano, może 8, może 9… Wcześnie rano.

Dziękujemy za pomoc i rozglądamy się dookoła. Puste ładownie statków towarowych szybko zapełniają się rozmaitymi dobrami.

Port towarowy w Yurimaguas, Peru.

Pracownicy portu towarowego w Yurimaguas.

Przygotowując się do przeprawy statkiem, idziemy po dobro pierwszej potrzeby: hamak. Na ogromnym targu ze wszystkim, znajdujemy odpowiednie stoisko i po małym targowaniu kupujemy hamaki, które staną się naszymi łóżkami na najbliższe noce (i dni). Drugim dobrem pierwszej potrzeby są menażki – ale takowe mamy zawsze przy sobie.

W drodze powrotnej do hostelu próbujemy kolejnych miejscowych specjałów – owoców aguaje (carvy fruit). Owoce sprzedawane są w woreczkach po kilkanaście sztuk, gdy chcę kupić tylko jeden owoc, sprzedawczyni nie potrafi określić ceny – i daje mi owoc w prezencie.

Sprzedawczyni owoców aguaje, Yurimaguas, Peru.

Z głową huczącą od ryku motoriksz i lokalnych pieśni, z brzuchami pełnymi amazońskich specjałów, z myślami o czekającej nas Amazonii zasypiamy w tanim hospedaje, gdzie poza nami nocują jedynie Peruwiańczycy. No, jest jeszcze jedna Rosjanka – po rosyjsku nawołuje swoje dzieci, które pomimo późnej pory bawią się w najlepsze. Wolno im – to hospedaje należy do ich ojca, Peruwiańczyka, który przed laty wyjechał na studia do Moskwy. Teraz z rodziną od czasu do czasu odwiedza swoje rodzinne strony. Ostatnie słowa, jakie słyszymy przed zaśnięciem, to:

- Идем в постель!
- Yo no quiero dormir!
- Misza, пожалуйста!
- Vas a dormir, yo no quiero! Buenas Noches!

Czyż Amazonia nie jest niezwykła?



This entry was posted in Peru and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

10 Responses to Yurimaguas – powitanie z Amazonią (Peru).

  1. Ewa says:

    Świetnie piszecie! Obejrzałam filmik z larwami, choć moje nerwy na robale słabe są – uff, już się bałam, że będzie degustacja nakręcona :)

    A przy ostatnich zdaniach się uśmiechnęłam, bo ja właśnie w Rosji! :) Pozdrawiam!

  2. Pinio says:

    To pierwsze zdjęcie Amazonii z kolorowym niebem jest przepiękne

  3. konrad says:

    Macie świetne pióro! Już dawno tak dobrze nie czytało mi się tekstów podróżniczych! Czy można wiedzieć kiedy będzie ciąg dalszy waszej podróży po amazonii? Czuję się jakbym oglądał jakiś serial, który nagle ucina się w najważniejszym momencie :)

    • agagnesa says:

      Dziękujemy na miłe słowa! Dalszy ciąg relacji z Amazonii wrzucimy w najbliższy weekend:)

      • agagnesa says:

        Dalszy ciąg miał się pojawić w weekend – ale zamiast tego pojawiło się silne przeziębienie… Najbliższy wpis – gdy tylko wyzdrowieję.

  4. konrad says:

    W takim razie życzymy zdrowia i cierpliwie czekamy na dalszy ciąg relacji :)

Odpowiedz na „konradAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>