Amazonia – poza czasem (Peru).

Płynąc przez Amazonię (Peru).

W Amazonii czas płynie powoli. Leniwie unosi się w powietrzu, prawie trwa. Minuty odmierzają się wolno a godzina to całą wieczność. Tu pośpiech nie ma racji bytu, tu ludzie z czasem obchodzą się bardzo rozrzutnie – bo to jedyne dobro, którego mają w nadmiarze.

W Amazonii nawet rzeka zdaje się płynąć w zwolnionym tempie. Płynie, niczym stojąca woda – ale to, że płynie, wcale nie oznacza, że i statek płynie. Spokojnie, nie ma pośpiechu. Godzina wypłynięcia to tylko luźna wytyczna – tu nikt nie przywiązuje wagi do takich szczegółów, jak czterogodzinne opóźnienie. Tu pojęcie opóźnienia nie istnieje – bo do czego mielibyśmy się spieszyć? Przecież wszystko trwa w zwolnionym tempie, przecież wszystko na nas poczeka…

Wiedzeni zupełnie nieprzydatnym w Amazonii, europejskim instynktem, do portu przybywamy już o 8 rano. Przed nami stoi mnóstwo statków towarowych i ani jednego osobowego. A przecież, zgodnie ze słowami rikszarza, dziś rano właśnie stąd miał odpływać Eduardo… Po Eduardo ani śladu, jest za to nasz znajomy rikszarz, który informuje nas, że Eduardo owszem, odpływa, ale z innego portu. Nawet nie pytamy, dlaczego wczoraj zapomniał poinformować nas o tym, że Eduardo stacjonuje w innym porcie – rikszarz uszczęśliwiony prowadzi nas do swojej rikszy. Jedziemy przez centrum Yurimaguas, i dalej, wzdłuż rzeki. Zdążymy, czy nie? Już kilka godzin później zrozumiemy, że takie pytanie nie pochodzi ze świata Amazonii…

Masywna sylwetka Eduardo góruje nad skromnym portem i już z daleka przyciąga wzrok. Zastanawiamy się, jak taki olbrzym mieści się na Rio Huallaga, wąskiej rzece która ma nas zanieść aż do Amazonki. Po Amazonce co prawda pływają pełnomorskie statki – jednak o ile królowa rzek miejscami przypomina morze, Rio Huallaga to dość niepozorna rzeczka.

Wchodzimy na pokład, kapitan wita nas uściskiem dłoni i wpisuje na listę pasażerów.
- O której wypływamy? – pytamy kapitana.
- O 10 – słyszymy w odpowiedzi.
Eduardo, podobnie jak każdy statek pasażerski pływający po Amazonii, wyglądem przypomina wielką halę bez ścian. Jest podłoga, sufit i długie metalowe belki, które służą do mocowania hamaków. Bo hamaki w podróży po Amazonii stają się łóżkami, krzesłami, szafami, pokojami – hamak to tutaj jedyny fragment własnej przestrzeni: do spania, leżenia, siedzenia i przechowywania swojego dobytku. Hamak w podróży przez Amazonię staje się domem.

Pokład statku Eduardo, Peru.

Eduardo ma dwa piętra – nasze hamaki rozwieszamy na górnym pokładzie i zadomawiamy się na nich. Na statku mamy spędzić kilka godzin – do naszego celu, miejscowości Lagunas, powinniśmy dotrzeć jeszcze przed zmrokiem.
Z podekscytowaniem oczekujemy wypłynięcia. Mija godzina 10, tymczasem wciąż pojawiają się nowi pasażerowie – wchodzą spokojnie i zupełnie bez pośpiechu, gawędzą ze sobą jeszcze na lądzie – zupełnie bez obawy, że statek odpłynie. Mija 10.30, 11, 11.30… ktoś na chwilę schodzi z pokładu, nowi pasażerowie rozglądają się w poszukiwaniu przestrzeni na swój hamak i nigdzie nie widać kapitana… Mija 12, nikt poza nami nie zauważa dwugodzinnego opóźnienia – ale my zauważamy je tylko mimochodem. Leżymy na hamakach, patrzymy na brzeg, przeglądamy książki, leniwie rozmawiamy – a czas płynie niejako obok nas. Czas staje się niezauważalny.

Amazońska wioska widziana z pokładu Eduardo, Peru.

Eduardo wypływa cicho i powoli. Słowo „powoli” nie powinno w ogóle zaistnieć w tym opisie – bo powolność może istnieć tylko w odniesieniu do szybkości. A tu nic nie dzieje się szybko. Tu nie ma szybkości. Eduardo wypływa, a my zauważamy jego ruch dopiero po dłuższej chwili.

Yurimaguas i okoliczne wioski przesuwają się przed naszymi oczami niczym obrazy na wielkim ekranie. Leżymy w hamakach, które poruszają się nieznacznie, i chłoniemy klimat okolicy. Dźwięk silników, ciche rozmowy, szum rzeki.

Peruwianka podczas podróży po Amazonii, Peru.

Na statku płynącym po Amazonii czas przesuwa się razem z krajobrazem widzianym na brzegu. Mijają nas wioski, palmy, gąszcze, samotne chaty, pojedyncze łodzie, dżungle, i trawiaste krańce lądu. Ten wolny ruch hipnotyzuje, a upał wiszący w powietrzu sprawia, że kolejne pory dnia zlewają się w jedną, gorącą chwilę, która wydaje się nie mieć końca. Jedni śpią, inni czytają lub zabawiają się rozmową, jeszcze inni obserwują mijany krajobraz. Nic nie mąci spokoju. Prawie nic.

Amazońska wioska, Peru.Mijana po drodze amazońska wioska.

Nagle rozlega się ostry hałas – ktoś uderza mocno metalem o metal. Rozglądam się dookoła i próbuję zgadywać, co się dzieje: awaria? alarm? napad? Nasi współpasażerowie, którzy znają na pamięć rozkład dnia w tym rejsie, powoli gramolą się z hamaków i trzymając w dłoniach talerze oraz menażki, udają się w kierunku pokładowej kuchni. Ten hałas oznacza: czas na obiad!

Kolejka po obiad na statku, Amazonia, Peru.

Wkrótce przed kuchnią ustawia się długa kolejka, a kucharze serwują lunch: gotowane platany, kurczaka i ryż.

Obiad na statku, Amazonia, Peru.

Pomimo niewielkiego zróżnicowania, obiad działa orzeźwiająco – jest pretekstem, dla którego można wstać z hamaka, przespacerować się, albo posiedzieć chwilę na ławce. Nawet Eduardo robi sobie przerwę w całodniowej rutynie – i zatrzymuje się, chociaż silniki pozostają włączone.
Po obiedzie myjemy menażkę i kubek, w znajdującym się na statku barze kupujemy wodę mineralną i wracamy na hamaki. Eduardo wciąż stoi, lecz nikt się tym nie interesuje. Dzieci bawią się obok hamaków rodziców, ktoś śpi i chrapie, ktoś cicho śpiewa. Radośni gringos, którzy nie zabrali ze sobą hamaków, na cały głos rozprawiają o planowanej wyprawie do parku Pacaya-Samira. Podobnie jak my płyną do miejscowości Lagunas i stamtąd chcą wyruszyć w głąb Amazonii.

Eduardo, Amazonia, Peru.

Spokojnie spoglądam na zegarek: wypłynęliśmy z dwugodzinnym opóźnieniem, teraz stoimy już godzinę – czyli do Lagunas dotrzemy najwcześniej o 11 w nocy. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze znaleźć jakiś nocleg.
Czas mija. Statek wciąż ani drgnie. Z rozmów na pokładzie dowiadujemy się, że utknęliśmy na mieliźnie.
Kapitan pręży silniki, Eduardo napiera z pełną mocą – ale mielizna Rio Huallaga okazuje się niewzruszona. Mijają godziny, a kapitan wciąż nie zmienia swojej strategii. Wyjący silnik zagłusza głośny dźwięk uderzanego metalu. Czas na kolację.

Po kolejnej porcji kurczaka, gotowanego platana i ryżu spoglądam na zegarek. Być może nocleg w Lagunas nie będzie potrzebny – jeśli dalej tak pójdzie, dopłyniemy rano…
W blasku zachodzącego słońca widzimy inny statek, który powoli zbliża się do naszego Eduardo – podobnej masy i konstrukcji, okazuje się być jednostką ratunkową, która ma nas ruszyć z mielizny.

Bruno na pomoc Eduardo, Amazonia, Peru.

W mgnieniu oka pasażerowie statku stają się ogromną publicznością całej akcji ratunkowej. Stoją i podziwiają zabiegi załogi w blasku zachodzącego słońca.
Nie wiem, jakiej dokładnie akcji ratunkowej się spodziewałam – ale na pewno nie wpadłabym na to, że załoga weźmie Eduardo na hol, i z pomogą cienkiej liny będzie próbowała wyciągnąć statek z mielizny…

Eduardo na hol, Amazonia, Peru.Eduardo wzięty na hol.

Jak łatwo zgadnąć, lina pęka. W przeciwieństwie do nas, załoga Eduardo wydaje się zdziwiona tym faktem, ale nie traci animuszu. Nowa strategia jest pełna nieoczekiwanych manewrów typu: podważanie statku deską i uderzanie burty Eduardo burtą drugiego statku, co ma chyba poskutkować wypchnięciem nas z mielizny.

Eduardo podważany deską, Amazonia, Peru.

Mijają godziny, słońce schodzi coraz niżej, aż zupełnie znika za horyzontem. Publiczność traci zainteresowanie, wszyscy powoli rozchodzą się do swoich hamaków, zapada zmrok, upał ustaje.

Zmrok nad Amazonią, Peru.

Nocna akcja ratunkowa, Amazonia, Peru.

Zimna woda prysznica działa kojąco po tym długim upalnym dniu – po wieczornej toalecie wracam na hamak i powoli zasypiam. Dźwięki uderzania burty o burtę i nieznaczne pchnięcia statku przestają do mnie docierać, silnika Eduardo nie słyszę już zupełnie. Zamiast w Lagunas, spędzamy noc na statku, ale nikt z pasażerów nie wydaje się tym faktem zaskoczony. Nikt nie narzeka na wielogodzinne opóźnienie, wszyscy przyjmują tę sytuację jak coś zupełnie naturalnego. Mielizna, opóźnienie, mijające godziny, noc na statku. Zwyczajność. Amazonia.



This entry was posted in Peru. Bookmark the permalink.

12 Responses to Amazonia – poza czasem (Peru).

  1. Jula says:

    Nawet opis zdawał się być taki powolny, dzięki czemu łatwo wczuć się w sytuację. Hm… Też bym tak chciała się nie spieszyć, nie przejmować się tym, że autobus spóźnia się 2 minuty i przez to nie zdążę na kolejny autobus. Ale w dobie komputerów i innych nowinek technicznych, które mają na celu redukować czas pracy, brakuje nam tego czasu jeszcze bardziej niż chociażby 10 lat temu. To nie wróży dobrze dla naszej przyszłości. Na szczęście na świecie istnieją jeszcze azyle wolne od pośpiechu.
    Pozrawiam

  2. Pinio says:

    Zawsze sama nazwa Peru kojarzyła mi się z czymś niesamowitym. Pamiętam z dzieciństwa jakieś znaczki z tego kraju. Zawsze chciałem tam pojechać

  3. Seweryn says:

    „Też bym tak chciała się nie spieszyć, nie przejmować się tym, że autobus spóźnia się 2 minuty i przez to nie zdążę na kolejny autobus. Ale w dobie komputerów i innych nowinek technicznych, które mają na celu redukować czas pracy, brakuje nam tego czasu jeszcze bardziej niż chociażby 10 lat temu” – w pełni się zgadzam, dlatego z tym większym niedowierzaniem (i zazdrością) czytam o miejscach, gdzie czas się zatrzymał… „Zatrzymał” to może nie jest właściwe słowo, bo przecież tam nigdy mu się nigdzie nie spieszyło… Czas „biegnie”, „pędzi”, „ucieka” – jakże charakterystyczne jest dla nas – Europejczyków – takie personalizowanie czasu. Bardzo dobry wpis – podczas czytania czas zleciał mi naprawdę szybko ;) Pozdrawiam

  4. Rybak says:

    Super zdjęcia, a wpis jest również bardzo ciekawy! :)
    Będę zaglądał tutaj częściej!

  5. Bardzo apetycznie wygląda to danie z bananami:)

  6. Piotr says:

    Peru to kraj, który bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć

  7. Podroznik says:

    Bardzo fajny artykuł. Opis Amazonii ma taki kształt, że wydaje się iż jest to miejsce, gdzie potrafi się zatrzymać czas. Może warto tam wyjechać, gdy jest się szczęśliwym i uchwycić się tego momentu do końca życia :)?

  8. Traveller says:

    Wspaniała przygoda :) Zazdroszczę…

  9. Jacek says:

    Widać super podróż, też wybieramy się w podobna za kilka miesięcy :)

  10. Super! Właśnie taka podróż planuję w najbliższym czasie – statkiem po Amazonce, tyle że w Brazylii, od Manaus do Belem. Wygląda jak fantastyczna przygoda :)

Odpowiedz na „Gruby z RadomiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>