Lecimy!!

Podróż

Siedzę w fotelu, a pode mną ocean. Żadnych metafor – nie jest to ocean pracy, chaosu, ani nawet bałaganu, w jakim brodziłam przez ostatnie dni. To po prostu Ocean Atlantycki, nad którym leci nasz samolot. To początek podróży, a Nowy Jork jest coraz bliżej. Budzik zadzwonił o 6 rano. Po czterech i pół godzinach snu poderwałam się na równe nogi z szerokim uśmiechem i poczułam, że jestem gotowa. Na podróż i na to, co wydarzy się po drodze. W ostatnich latach sporo wyjeżdżałam, ale za każdym razem czułam się wyrwana z kontekstu. Zawsze w biegu, prosto z pracy, ostatnie maile i telefony, zapomniane szczoteczki do zębów i kremy z filtrem… Siadałam w samolocie i czułam się tak, jak gdybym ciągle jeszcze siedziała przy biurku. Ale tym razem, po miesiącu życia w naprawdę wolnym tempie, czuję się gotowa. I czuję, że jadę.

Przed wyjściem z domu wyrzuciłam z plecaka jeszcze kilka (mam nadzieję, że niepotrzebnych) rzeczy i upchałam kolanem to, co jednak jest absolutnie konieczne. Waga lotniskowa pokazała 18,3 kg. Bagażu podręcznego nie ważyłam, ale moje plecy twierdzą, że jest niewiele lżejszy. Samolot z Krakowa do Berlina był opóźniony, samolot z Berlina do Nowego Jorku również. Dzięki temu na obydwa udało nam się zdążyć.